Archive for Maj, 2012

Pielęgnacja zdrowia to ochrona skóry

Kiedy jeżdżę z wykładami po kraju, często opowiadam o tym, w jaki sposób pielęgnacja skóry staje się ochroną zdrowia. Jeśli potrafię wy­leczyć skórę pacjenta i pomóc jej stać się tak zdrową i pełną sił wital­nych jak tylko to możliwe, to pomagam również w poprawie stanu zdrowia całego ciała. Przykładanie wszelkich wysiłków do polepszenia zdolności skóry do utrzymywania w sobie wody, wpływa zbawiennie na wszystkie komórki organizmu. Ochrona skóry i jej komórek odpor­nościowych przed niszczącymi promieniami słońca pomaga obronić cały system odpornościowy. Przyjmowanie suplementów w celu po­prawy jakości tkanki łącznej w skórze odbija się korzystnie na tkance łącznej w każdym innym miejscu naszego organizmu. W latach dzie­więćdziesiątych ubiegłego wieku obserwowaliśmy wysyp tak zwanych lekarstw New Age’u, które poprawiają jakość życia ludzkiego. Mamy zatem Propecię na porost włosów, Viagrę dla mężczyzn zmagających się z trudnościami seksualnymi oraz nadmiar leków psychotropowych pomagających pokonać wszystko – od nieśmiałości po załamanie ner­wowe. A teraz możemy też łykać suplementy wygładzające zmarszcz­ki, chroniące przed szkodliwym wpływem słońca i ożywiające skórę. Zaczynamy się uczyć, jak odmieniać chemię organizmu medycyną al­ternatywną i żyć pełnią naszych możliwości. Wygląda na to, że naj­nowsze metody farmakologiczne mające na celu piękny wygląd i zado­wolenie z życia łączą się ze starymi jak świat terapiami uzdrawiającymi.

Troska o samego siebie

Dzisiaj, kiedy przychodzą do mnie pacjenci z powodu dolegliwości skórnych, takich jak trądzik czy egzema, zamiast po prostu wypisać im receptę na antybiotyk lub maść przeciwzapalną, proszę, żeby opowie­dzieli mi, w jaki sposób o siebie dbają. Czy gimnastykują się? Co je­dzą? Na czym polega ich praca? I z całym szacunkiem dla prywatności pytam, czy są poddani jakimś szczególnym naciskom lub stresom w życiu czy w związkach.

Jako lekarz, jestem przekonany, że prawdziwy obraz jakości życia moich pacjentów jest równie istotny w planowaniu ich leczenia, jak właściwe rozpoznanie nękającej ich dolegliwości. Oczywiście, przede wszystkim moim celem jest wyleczenie choroby ich skóry, ale potem pomagam im również w opracowaniu planu dostarczania suplementów zapewniających właściwe odżywienie oraz pielęgnację umysłu i ciała – za pomocą aromaterapii, akupunktury, masażu i innych terapii pomoc­niczych – które usprawnią ich reakcje odpornościowe. Traktując w ten sposób całą osobę, wierzę, że nie tylko leczę problem ich skóry, ale tak­że zapewniam im zdrowie całego ciała.

Przede wszystkim zawsze staram się unikać dokładania nowych stresów pacjentom. Tak przecież często bywa, że kiedy ludzie idą do le­karza, dowiadują się, że muszą, na przykład, stracić nieco na wadze. Albo że tę rybę należy jeść codziennie i zapomnieć o węglowodanach. Albo że koniec z ziemniakami i deserami – tylko zielenina. Naturalnie, dobre odżywianie odgrywa bardzo istotną rolę w dbaniu o zdrowie, a większość Amerykanów spożywa o wiele za dużo kalorii, ale nie spo­tkałem się jeszcze z dietą, która naprawdę byłaby skuteczna na dłuższą metę. Diety odchudzające zaś w szczególności, moim zdaniem, są po­czątkiem końca. Ludzie nie tylko zazwyczaj wracają do wagi z czasów przed stosowaniem diety, ale dodatkowo fundują sobie tygodnie stresu i odmawiania pokarmów, co jedynie powoduje więcej spustoszeń we­wnętrznych. Próbując stać się zdrowszymi, stają się bardziej nerwowi i nieszczęśliwi, a radzenie sobie z tymi nieprzyjemnymi uczuciami od­bija się na ich skórze.

Jedna z moich młodszych pacjentek nie zaczęła zrzucać kilogramów do czasu aż nie rzuciła wszystkich diet. Doświadczywszy efektu jo-jo, czyli ciągłego przybierania i tracenia na wadze, zdecydowała się na zwracanie bacznej uwagi na jedzenie zdrowych pokarmów, ale nie na odmawianie sobie czegoś, na co wyjątkowo miała ochotę. Obecnie wa­ga pokazuje znacznie wolniejszy spadek masy ciała, niż w przeszłości, gdy stosowała diety, ale pokazuje go nadal, dziewczyna zaś nie ma już żadnych skłonności do tycia.

Zamiast przepisywać dietę, nakłaniam pacjentów do prób uważne­go wsłuchiwania się we własne ciało i zwracania uwagi na to, co je­dzą i dlaczego. Najważniejsze, czego każdy z nas musi się nauczyć, jest rozpoznawanie, czym jest prawdziwy głód, i że to właśnie to od­czucie – a nie zegarek czy specjalna dieta – powinno decydować o na­szym jedzeniu. Pożyteczny jest również nawyk jedzenia w wolnym tempie, ponieważ umożliwia on ludziom nastawienie się na przyjem­ności płynące z posługiwania się zmysłem zapachu i smaku. Daje tak­że mózgowi czas na zdecydowanie, kiedy żołądek jest pełny. Wolne jedzenie z pełną świadomością tego, co znika w naszych ustach, po­zwala jeść to, co jest potrzebne do zaspokojenia głodu i nic więcej. Wymaga to praktyki i czasu, ale kończy się naturalnym spożywaniem mniejszych ilości zdrowszych produktów. Przyjmowanie suplemen­tów jest częścią tego planu.

Uzupełnieniem wiedzy o tym, co nas odpręża i regeneruje, jest ko­nieczność zwrócenia uwagi na to, co dzieje się w organizmie oraz na okoliczności fizyczne i uczuciowe tych wydarzeń. W miarę jak dosto­sowujemy program pielęgnacji skóry do zmian w niej zachodzących, organizm może potrzebować zmian w zależności od pór roku, wahań hormonalnych oraz napięć i przyjemności niesionych przez życie. Nie sądzę, żeby sprawdzanie swojego samopoczucia w odstępach tygo­dniowych, było przesadą. Potraktujmy to jak wchodzenie na wagę przy kontrolowaniu masy ciała. Jaki ogólnie mamy nastrój? Jaką energię? Samopoczucie fizyczne? Tak jak przyglądamy się sobie w lustrze, po­szukując nowych zmarszczek i bruzd, tak samo sprawdzajmy tempera­turę swoich uczuć. Czy jesteśmy zadowoleni, czy czujemy troskę ze strony osób, o które dbamy? Czy dzielimy czas z innymi, czy poświę­camy go innym?

PIRAMIDA ZDROWIA

Piękna skóra jest odzwierciedleniem zdrowia, które obejmuje dobre samopoczucie fizyczne, emocjonalne i duchowe. Podsta­wą – fundamentem piramidy – jest brak chorób. Kiedy zdarza się uraz lub choroba, warunkiem koniecznym jest natychmiasto­we podjęcie leczenia przy użyciu najnowocześniejszych zdoby­czy medycyny. Bez solidnych, zdrowych fundamentów, bowiem, osłabione będzie wszystko inne.

Dobre samopoczucie, następny poziom piramidy, jest równo­wagą pomiędzy wieloma aspektami życia uczuciowego a zdro­wym, troskliwym wobec siebie stylem życia. Zawiera w sobie jakąś pasję i opiekowanie się kimś lub czymś, niedopuszczanie do osamotnienia przez silne związki z innymi ludźmi, bycie z kimś blisko, przepełniony miłością stosunek wolny od wrogo­ści i gniewu oraz poczucie satysfakcji z dobrze wykorzystywa­nych talentów. Troska o siebie samego oznacza, że traktujemy własny organizm z respektem: zapewniamy mu ćwiczenia fi­zyczne, odpowiednią ilość snu i czas na odpoczynek.

Kolejnym poziomem piramidy jest „tankowanie” zdrowego umysłu i ciała suplementami zapewniającymi energię, wzrost i odnowę. Suplementy potrzebne są również do podtrzymywa­nia obrony przed szkodliwymi czynnikami środowiska zewnętrz­nego i wewnętrznymi stanami zapalnymi.

Wreszcie, na samym szczycie piramidy znajdziemy zdrowe od­żywianie. I wcale przez to nie rozumiem listy nakazów i zakazów. Moja koncepcja zdrowego odżywiania polega na jedzeniu zróżni­cowanych pokarmów i wsłuchiwaniu się w sygnały płynące z cia­ła. Zawiadomi nas ono na różne sposoby, że nie dostarczamy mu odpowiednich substancji odżywczych, wystarczających ilości wody czy dostatecznych kalorii. Nauczmy się rozróżniać między łaknie­niem a prawdziwym głodem. Najważniejsze jest unikanie odma­wiania sobie jedzenia, ponieważ, według mnie, powoduje to, że zaczynamy jeść więcej tego, czego, jak sądzimy, nam brakuje.

ZNALEZIENIE ZWIĄZKU

Bycie częścią społeczności nie polega wyłącznie na otrzymy­waniu od innych pomocy i wsparcia; istotne jest dawanie cze­goś z siebie i wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka. Dafne, moja pacjentka, stworzyła społeczność niemal mimo­chodem.

Gdy dzieci dorastały, Dafne miała na okrągło pełne ręce ro­boty. I jak u większości mieszkających w dzielnicach podmiej­skich kobiet, których mężowie często wyjeżdżają w interesach, obowiązki rodzicielskie spoczywały na jej barkach. Była zado­wolona ze swojego życia, mimo że trójka dzieci w bardzo zbli­żonym wieku szczelnie wypełniała jej czas, którego brakowało na popołudniowe wypady z przyjaciółmi na tenisa czy partyjkę brydża.

Jednak kiedy najmłodsze z dzieci wyjechało z domu do col­lege^, Dafne stwierdziła, że ma dużo więcej wolnego czasu niż wcześniej. Na domiar złego, zaczęły ja trapić rozmaite pro­blemy zdrowotne. Bolały ją plecy, miała częste migreny i prze­wlekły ból w ramieniu. Gra w tenisa odpadała, mimo to Dafne spotykała się od czasu do czasu z przyjaciółmi, chociaż czuła, że ma z nimi coraz mniej wspólnego. Pewnego dnia przecho­dziła koło klubu jogi i przypomniała sobie, że zawsze chciała tego spróbować.

Po pierwszych zajęciach Dafne stwierdziła, że znalazła coś, czego brakowało w jej życiu. Uwielbiała związany z jogą wysiłek fizyczny, wrażenie poczucia własnej siły i spokojne odprężenie, które następowało później. Zaczęła uczęszczać na zajęcia kilka razy w tygodniu i czytać o różnych szkołach jogi. Joga szybko stała się pasją w jej życiu.

Jedynym minusem było poczucie bycia trochę nie na swoim miejscu, ponieważ była o tyle lat starsza od dwudziestolatek re­gularnie przychodzących na zajęcia. Jednak zainteresowanie jo­gą było silniejsze niż skrępowanie, więc kontynuowała swoje hobby. Stopniowo, Dafne zaczęła rozmawiać z innymi uczest­niczkami przed i po zajęciach, a wkrótce po tym została zapro­szona przez kilka osób na herbatkę. Taki był początek czegoś, co przerodziło się w głęboką przyjaźń… i rodzaj wspólnoty.

Dafne stała się dla grupy kimś w rodzaju matki. Kobiety oka­zują szacunek jej doświadczeniu, a ona często pomaga tym, któ­re mieszkają z dala od własnych rodzin. Czasami wystarczy, że uważnie kogoś wysłucha. Czasami doradzi w kłopotach z wy­chowaniem dzieci albo nauczy gotowania. Odkąd Dafne stała się częścią społeczności, wygląda dużo młodziej. Po części, nie­wątpliwie, jest to zasługa regularnego uprawiania jogi, niemniej myślę także, iż jej promienność i energia są powodem końca jej osamotnienia.

Apetyt na życie

Oczywiście, gdyby radzenie sobie z napięciami, z jakimi zmagamy się w życiu, było tak proste, jak wlanie kilku kropelek olejku eterycznego do wanny z gorącą wodą, nie istniałyby przewlekłe choroby na tle ner­wowym, a tylu ludzi nie wyglądałoby starzej niż na swój wiek. Sądzę, że troska o życie uczuciowe i duchowe jest po prostu równie ważna, co ćwiczenia fizyczne, łykanie odpowiednich witamin i postępowanie zgodnie z zaleceniami odnośnie do typu skóry. Moim zdaniem, dbanie o siebie oznacza również wypróbowywanie życia i próby uczynienia go coraz lepszym. Ostatecznie, najlepszym sposobem na odreagowanie stresu, jest pozbycie się go z życia, zaś zdrowe relacje z innymi, zaan­gażowanie w ważne dla siebie sprawy i czerpanie zadowolenia z odpo­czynku i rekreacji umożliwia życie w sposób, który przyczynia się do zachowania zdrowia.

Jedną z głównych „chorób” dzisiejszego społeczeństwa jest, we­dług mnie, odosobnienie. Zbyt wielu z nas pracuje zbyt ciężko, spę­dza zbyt wiele czasu w pojedynkę i ma za mało wspólnego z innymi ludźmi. Naturalnie, nie da się poradzić osobie samotnej i zaniedbanej czy zdesperowanej, żeby wyszła z domu i zaprzyjaźniła się z kimś. Staram się jednak zachęcać ludzi do znalezienia czegoś, co sprawi, że krew zacznie im szybciej krążyć w żyłach. Może to być pasja intelek­tualna lub zainteresowania związane z pracą, ale równie dobrze sprawdza się wąchanie róż, obserwowanie ptaków lub piesze wę­drówki. Wówczas, dzięki zajmowaniu się swoim hobby, można trafić do klubów i organizacji, a więc wejść w kontakt z innymi ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Związek z innymi ludźmi jest w ta­kim wypadku rzeczą naturalną i na pewno rozwinie się u osób na to otwartych. Jest to szczególnie pomocne w przypadku osób, które po­wstrzymuje strach przed odrzuceniem; może jednak zdobędą się na odwagę i skorzystają z szansy.

Aby skutecznie przezwyciężać napięcia związane z codziennymi kłopotami w rodzaju zakorkowanej autostrady, trzeba wypracować so­bie podejście typu: „a niech tam…”. Zdenerwowanie się na kierowcę, który zajechał nam drogę, lub na przyjaciela, który nadużył naszego za­ufania, z pewnością ma uzasadnione podstawy, jednak pielęgnowanie w sobie gniewu i urazy nikomu nie pomoże i nie poprawi sytuacji. We­wnętrzne wrzenie odbija się na naszym zdrowiu i wyglądzie. Jeśli nie mamy żadnego wpływu na daną sytuację, to „niech tam…”.

Z drugiej jednak strony, jeśli czujemy się na siłach, żeby odmienić po­wstałą sytuację, to należy się do tego zabrać. Kto czuje się nieszczęśliwy w swojej pracy, powinien spróbować poszukać innej. Masaż i aromate­rapia pomogą się odprężyć, ale to my zmieniamy nasze życie. Może bę­dziemy mniej zarabiać, może trzeba się będzie przeprowadzić, warto jed­nak rozważyć, jak się ma stres związany z przystosowaniem się do nowego środowiska, a więc z czymś, na czym nam zależy, w porówna­niu do napięć wywoływanych uwięzieniem w beznadziejnej sytuacji?

Powszechnie akceptowane są korzyści, jakie odnoszą ludzie, którzy w obliczu kryzysu uczuciowego lub fizycznego stają się częścią jakiejś grupy o zbawiennym działaniu. To może być zorganizowana grupa wsparcia albo luźna grupa przyjaciół czy członków rodziny. Nawet bardziej osobista wymiana zdań w salonie piękności czy u fryzjera da­je ludziom okazję do podzielenia się z kimś życzliwym swoimi odczu­ciami i troskami. Jestem jednak przekonany, że nawet jeśli nie grozi nam żaden kryzys, to przynależność do jakiejś grupy wzmacnia nasze dobre samopoczucie. Naturalnie, zdajemy sobie sprawę, że sytuacja odwrotna – odosobnienie – przyczynia się do podupadania na zdrowiu.

Kiedy spotykam kobiety i mężczyzn, których poorane zmarszczka­mi twarze sprawiają, że wyglądają mizernie, smutno, jak osoby poko­nane i o parę lat starsze niż w rzeczywistości, próbuję ich zachęcić do podjęcia prób znalezienia czegoś, co mogliby uczynić swoją pasją. Wielu ludzi, którzy wydają się źli i przygnębieni, nie są w stanie roz­poznać drzemiących w sobie możliwości. Zupełnie odwrotnie niż na tym rysunku z kociątkiem, które patrzy w lustro i widzi lwa. Zbyt często lwy, spoglądając na swoje odbicie, widzą małego kotka. Nas wszystkich stać na więcej. Powstrzymuje nas brak wiary w siebie i we własne siły.

Doświadczenie błogostanu

W ostatnim czasie podejmuje się próby łączenia gabinetów kosmetycz­nych z gabinetami dermatologów czy chirurgów plastycznych oraz za­trudniania lekarzy w centrach odnowy biologicznej. W połowie lat osiemdziesiątych, kiedy po raz pierwszy zatrudniłem kosmetyczkę w moim gabinecie dermatologicznym i otworzyłem pierwszy gabinet odnowy biologicznej, A Sense of Self, a także później, kiedy zaprosiłem do współpracy specjalistów od akupunktury i żywienia, uświadomiłem sobie, że jedna dyscyplina to za mało, aby zaspokoić potrzeby pacjen­tów. Ostatecznie, żeby do końca rozwinąć moją wizję całościowej pie­lęgnacji skóry zaprojektowałem Murad Spa w Los Angeles. Jestem przekonany, że rozbudowane w ten sposób centra odnowy biologicz­nej, oferujące osiąganie błogostanu, to przyszłość tego rodzaju obiek­tów. Na wiele sposobów już się tak dzieje, ponieważ pragnienie ludzi doświadczania całościowego podejścia do osiągania błogostanu przy­czyniło się do rozkwitu całego przemysłu odnowy biologicznej. Wy­specjalizowane centra zapewniają obecnie masę rozmaitych kuracji skierowanych na leżące u podstaw wielu chorób przyczyny związane ze stylem życia, takie jak stres, niewłaściwe odżywianie, brak ruchu i osamotnienie.

Dzisiaj zdrowie i piękno rzeczywiście mogą iść w parze w centrach odnowy biologicznej. To właśnie całościowe podejście do zdrowia przyznaje, jak ważny jest wygląd zewnętrzny dla dobrego samopoczu­cia ludzi. Zadowolenie ze swojego wyglądu jest, moim zdaniem, rów­nie ważne jak bycie sprawnym fizycznie i dobrze odżywionym. W isto­cie, osoba, która jest aktywna, stosuje dobrze zrównoważoną dietę, zażywa suplementy i ma pod kontrolą napięcia, jakie niesie ze sobą ży­cie, jednocześnie dobrze wygląda. Wszystkie te zdrowe nawyki przy­czyniają się do przeciwdziałania stanom zapalnym, które są przyczyną zarówno wielu przewlekłych chorób, jak i oznak starzenia.

Zalety różnorodności

Sądzę, że, tak jak wiemy, jeden przeciwutleniacz czy czynnik przeciw­zapalny nie odmłodzi skóry, tak i nauczymy się, że nie ma jednej naj­lepszej metody radzenia sobie ze stresem, zmniejszania napięcia, zwiększania energii i poprawiania nastroju. Podczas wieloletniego wy­korzystywania wielu prowadzących do tego zabiegów w moim cen­trum odnowy biologicznej, przekonałem się że ludzie wybierają z bo­gatego asortymentu te sposoby, które najlepiej na nich działają. U nie­których osób całe wrażenie dobrego samopoczucia poprawia się po profesjonalnie wykonanym masażu, inni reagują doskonale na aku­punkturę zastosowaną w osłabionym miejscu. Aromaterapia jednym przynosi wielką ulgę, inni zaś czują się nieco przytłoczeni zapachami.

Każdy najlepiej wie, co dla niego najlepsze. Zachęcam pacjentów i klientów mojego gabinetu i centrum Murad Spa do wypróbowywania kilku różnych terapii i zwrócenia uwagi na to, co najlepiej wzmacnia ich dobre samopoczucie. Niektóre kobiety uwielbiają w aromaterapii zawinięcie ciała w folię, inne reagują klaustrofobicznie i chcą, żeby je natychmiast odwinąć. Większość kobiet przepada za rozluźnieniem związanym z profesjonalnie wykonanym zabiegiem kosmetycznym twarzy niemal w takim stopniu jak cieszy je jego odmładzający skórę efekt. Inne stają się niecierpliwe i wybiorą raczej zajęcia z jogi, osiąga­jąc odprężenie podczas rozciągania i robiąc zabieg twarzy w domu.

Najważniejsza jest możliwość wyboru, możliwość poeksperymentowania i zdecydowania się na ulubione sposoby. Polecam kuracje opar­te na mojej wiedzy i doświadczeniu zawodowym, ale tylko pacjent wie, czy to, co mu się proponuje, jest w stanie mu pomóc. Dlatego zawsze staram się przedstawiać cały wachlarz metod, programów i preparatów, które nierzadko można stosować wymiennie. Kto ogranicza swój wy­bór, ten nie daje sobie okazji do osiągnięcia najlepszych rezultatów.

Leczący dotyk

Innym obszarem aktywnych badań jest terapia do­tykiem. Oczywiście, masaż ma bezpośredni wpływ na mięśnie i tkan­ki, które są energicznie pocierane i rozciągane, niemniej masaż rozluź­nia także ciało, zmniejsza napięcie i uśmierza ból. Badania przeprowadzone przez Touch Research Institute (Instytut Badań nad Dotykiem) znajdujący się na Uniwersytecie w Miami wskazują, że te­rapia dotykiem może wywołać przybieranie na wadze u wcześniaków, a także być użyteczna w przypadku dorosłych i dzieci z problemami zdrowotnymi. Łagodzi załamania nerwowe, ogranicza hormony stresu, koi ból i pozytywnie oddziałuje na system odpornościowy.

Jest wiele dyscyplin tak zwanej pracy z ciałem, wśród których wy­mieńmy, między innymi, masaż, głębokie zabiegi na tkankach, masaż tkanki łącznej, refleksologię czy akupresurę. Znalezienie odpowiedniej dla siebie terapii dotykowej nie powinno więc sprawiać trudności na­wet najbardziej wybrednym. Nawet piętnastominutowy seans gwaran­tuje pewne rozluźnienie i wpływa na zwiększenie koncentracji.

Bez wątpienia, w miarę jak naukowcy będą odkrywać kolejne bio­chemiczne powiązania pomiędzy skórą, mózgiem, systemem odporno­ściowym i gruczołami, odpowiemy na coraz więcej pytań związanych z zagadnieniem, czy funkcje tych układów można pobudzać i osłabiać działaniem dotyku, aromatu, światła i dźwięku.

Aromaterapia

Zapach olejków eterycznych jest przenoszony przez wyspecjalizowane nerwy z górnych partii przewodów nosowych do części mózgu odpowiedzialnej za tempo pracy serca, pamięć, równo­wagę hormonalną i inne funkcje. Stwierdzono, że nawet słabe, trudne do wychwycenia zapachy pobudzają reakcje neurochemiczne. Kolejne oznaki związku pomiędzy nosem i mózgiem to odkrycie, że ludzie ma­jący słaby węch z większym prawdopodobieństwem zapadają na cho­robę Alzheimera, schizofrenię i załamania nerwowe.

Wmasowywanie w skórę olejków eterycznych już od wieków stoso­wane jest w celach medycznych w Indiach, Chinach i na Bliskim Wschodzie. Aromaterapia jako nauka została zapoczątkowana we Francji dopiero w latach trzydziestych ubiegłego stulecia. Chemik pra­cujący w przemyśle perfumeryjnym przypadkowo się poparzył i na­tychmiast zanurzył ręce w kadzi z olejkiem lawendowym. Będąc świadkiem tego, jak szybko zagoiły się obrażenia, zaczął zgłębiać wła­ściwości uzdrawiające olejków eterycznych.

Uważa się, że rozprowadzenie olejków eterycznych w kąpieli lub wmasowanie ich w skórę, pozwala na wchłonięcie ich cząsteczek przez tkanki. Działanie takie odnosi skutki terapeutyczne, zwłaszcza w przy­padku stanów zapalnych i zakażeń, kiedy to dużą rolę odgrywa system odpornościowy.

Wsparcie dla skóry

Wydaje mi się logiczne, że skoro negatywne stany umysłowe i nawyki mogą powodować choroby, to nastawienie pozytywne, wzmacniające życie relacje z innymi oraz terapie i kuracje sprawiające, że ludzie czu­ją się dobrze i potrafią się rozluźnić, poprawiają funkcjonowanie całe­go organizmu. Jeśli umysł potrafi przeciwdziałać niezdrowym reak­cjom zapalnym, to dlaczego nie miałby pobudzać zdrowych procesów? Zawsze uczulam pacjentów na włączenie do zmagań ze zmarszczkami i starzeniem jakiejś formy rozładowywania napięć. Jestem przekonany, że tak jak suplementy, pewne elementy terapii relaksacyjnych wspoma­gają zdrowie skóry od wewnątrz. Możliwe, że znalezienie skutecznego sposobu na odprężanie się będzie wymagało poeksperymentowania. Na niektóre kobiety relaksujący wpływ ma cotygodniowa wizyta u manikiurzystki połączona z masażem ręki i ramienia. Niektórzy – także mężczyźni – chwalą sobie aromatyczną kąpiel w wannie otoczonej świeczkami zapachowymi. Twierdzą, że pomaga zapomnieć o stresie pod koniec dnia. U innych spokojne chwile przeznaczone na rozmyśla­nia w ciszy czy słuchanie kojącej muzyki choćby przez parę minut dziennie sprzyja koncentracji. Czy to będzie masaż twarzy, czy stóp – spróbujmy znaleźć coś, co będzie sprawdzonym sposobem na pozby­wanie się napięć.

W moim centrum odnowy biologicznej klienci mogą zrobić sobie zabieg pielęgnacyjny twarzy nie tylko dla samej twarzy, ale również po to, żeby móc się odprężyć i poczuć korzyści płynące z masażu. Masaż to kolejna popularna forma walki ze stresem. Poza tym większości za­biegów towarzyszy aromaterapia. Naukowcy biorący pod uwagę dwa potencjalnie przyjemne źródła wrażeń – dotyk i zapach – dowodzą, że jestem na właściwej drodze.