Archive for the ‘Ochrona’ Category

Odpowiednie preparaty z filtrami przeciwsłonecznymi

Pierwszym kryterium wyboru musi być to, że dany filtr obejmuje sze­rokie spektrum, to znaczy, że zawiera składniki pochłaniające zarów­no promienie UVA, jak i UVB. Wybrany produkt może mieć charak­ter filtru fizycznego, który wykorzystuje tlenek cynku lub dwutlenek tytanu do odbijania lub rozpraszania promieni UVB i UVA, aby nie dostały się do skóry. Parę lat temu te mineralne związki chemiczne nie były zbyt często widywane, może z wyjątkiem nosów ratowników, po­nieważ były białe lub nieprzejrzyste. Dzisiaj cząstki elementarne mi­nerałów są zazwyczaj rozdrabnianie tak doskonale, że stają się prak­tycznie niewidzialne.

Można także stosować produkt, który opiera się na substancjach che­micznych w celu pochłaniania promieniowania ultrafioletowego. Na przykład powszechnie stosowany pochłaniacz promieni długich awobenzon, czyli wynaleziony przez Avon Parsol-1789 (na etykietach bę­dzie figurował jako metoksydibenzoilmetan). Tego rodzaju pochłania­cze mogą jednak wywoływać podrażnienia większe niż filtry fizyczne, więc ludzie, którzy reagują uczuleniem na preparaty ochronne na bazie substancji chemicznych, preferują raczej te zawierające cynk czy dwu­tlenek tytanu. Składniki zabezpieczające przed promieniami UVA za­wierają pochłaniacze w rodzaju benzofenonów. Składniki chroniące przed promieniami UVB to w przeważającej mierze cynamoniany.

Federalny Urząd Żywności i Leków zatwierdził współczynnik ochrony przed promieniowaniem słonecznym (SPF – sun protection factor) w roku 1978 jako miernik skuteczności filtrów przeciwsłonecz­nych zabezpieczających przed UVB. SPF jest jedynie miarą ochrony przed oparzeniem słonecznym, a cyfra wskazuje, ile razy dłużej moż­na pozostać na słońcu niż normalnie bez oparzenia. SPF 15, który jest tym minimum, o którym powinniśmy pamiętać, oznacza, że jeśli nor­malnie skóra zaczerwienia się po dziesięciu minutach, to można pozo­stać na słońcu przez dwie i pół godziny czyli sto pięćdziesiąt minut (10 minut x 15). Jednakże nie oznacza to, że można nałożyć taki filtr rano i zapomnieć o nim do południa. Aby zachować warstwę ochronną, trze­ba go odpowiednio często nakładać.

Cyfry SPF dochodzą do ponad 30, ale ważne jest, by zrozumieć, że w miarę rośnięcia SPF, filtr staje się mniej skuteczny. Właściwie przy­rost ochrony zmniejsza się wraz ze wzrostem współczynnika. Według Harvard Health Letter różnica pomiędzy SPF 30 a SPF 50 to tylko 1,3 pro­centa. Ważne, by pamiętać również, że SPF w minimalnym stopniu od­nosi się do promieni UVA. Chociaż zastanawiano się nad rozmaitymi oznaczeniami na etykietach, jak dotąd nie zaakceptowano żadnej uni­wersalnej skali dla filtrów chroniących przed UVA. Na razie musi nam wystarczyć określenie „szerokie spektrum działania”.

Nosząc ubrania wykonane ze ściśle tkanego materiału, można po­wstrzymać przed dostaniem się do skóry około dziewięćdziesięciu sze­ściu procent promieni słonecznych. Oczywiście należy też nosić kape­lusz z szerokim rondem, żeby osłonić twarz, uszy oraz kark przed słońcem. Nadal nie zapominamy o filtrach na każdy nieprzykryty ka­wałek skóry, szczególnie na twarz.

Preparaty odbijające lub pochłaniające słońce to za mało do ochro­ny przed nim. Wiele dostępnych obecnie formuł wykorzystuje witami­ny C i E; obie pomagają zwiększyć ochronne skutki preparatów prze­ciwsłonecznych. Stosuję wyciąg z granatu oraz ekstrakt z pestek winogron jako przeciwutleniacze przenoszone w biowektorze, aby utrzymać je w najbardziej wierzchniej warstwie skóry. Tam ich defen­sywne działanie jest najbardziej potrzebne. I wreszcie, zalecam przyj­mowanie suplementów z wyciągiem z granatu, by wspomóc wysiłki ochrony przeciwsłonecznej skóry.

Chociaż my, dermatolodzy, mamy tendencję do skupiania się na tym, jak słońce szkodzi skórze, zawsze uważałem, że cały organizm odczu­wa skutki dnia spędzonego na opalaniu. Pomyślmy o tym, co się dzieje, gdy wiele czasu przebywamy na słońcu. Robimy się nie tylko czerwo­ni, ale nie mamy energii i czujemy się odwodnieni. Najnowsze badania pokazują, że załamuje się wówczas system odpornościowy. Żeby wspo­móc od wewnątrz i od zewnątrz ochronę przed tymi fatalnymi skutka­mi, filtr przeciwsłoneczny musi zawierać antyoksydanty, czynniki prze­ciwzapalne oraz nawadniające. Jestem także przekonany, że nie można się obejść bez suplementów zawierających wspomniane składniki.

Jak chronią filtry ochronne

Filtry przeciwsłoneczne, blokując lub wchłaniając promienie słoneczne, chronią skórę. W zależności od aktywnych składników stosowanego fil­tru ochraniamy się przed poparzeniem promieniami ultrafioletowymi B (UVB) lub promieniami ultrafioletowymi A (UVA), wnikającymi głębiej.

Od czasu wynalezienia filtrów przeciwsłonecznych możemy chronić się przed palącymi promieniami UVB. Pułapką w ich stosowaniu jest to, że skoro prawdopodobieństwo oparzenia jest mniejsze, brakuje sy­gnału ostrzegawczego, że mamy już dosyć słońca. Możemy spędzać więcej czasu na plaży czy polu golfowym niż w czasach sprzed epoki filtrów przeciwsłonecznych, narażając skórę na ogromne dawki UVA. Szczęśliwie dysponujemy już szeroką gamą preparatów ochronnych do zabezpieczania zarówno przed promieniami UVA, jak i UVB. Filtr opracowany jedynie przeciw promieniom UVB nie jest już uznawany za wystarczający.

ELEMENTARZ PROMIENI SŁONECZNYCH

Są trzy rodzaje promieniowania w ultrafioletowym widmie światła słonecznego: UVA, UVB i UVC. Promienie uszeregowano zgodnie z długością fal, która determinuje również głębokość, na jaką promienie wnikają w skórę.

Najdłuższe fale mają promienie UVA. Mogą one wnikać aż do poziomu skóry właściwej. Większość długich promieni UVA przechodzi przez warstwę ozonową atmosfery, bombardując Ziemię i naszą skórę.

Rumieniotwórcze promienie UVB, o średniej długości fal w ul­trafioletowym spektrum, są w większości przefiltrowane przez warstwę ozonową. Jednak te, którym mimo to uda się dotrzeć do powierzchni Ziemi, mogą wniknąć w naskórek i trwale uszkodzić rozwijające się komórki. Ponieważ warstwa ozonowa zanika, coraz więcej promieniowania UVB dociera do ziemi, wię­cej niż, powiedzmy, dwadzieścia lat temu. Według organizacji Skin Phototrauma Foundation na każdy procent ubytku ozonu przypadnie spotęgowany dwuprocentowy przyrost długości fa­li UVB docierających do powierzchni Ziemi oraz trzy- do sześcio- procentowy wzrost zapadalności na raka skóry. Można sobie tyl­ko wyobrazić, o ile więcej pojawi się nam na skutek tego zmarszczek.

Promienie UVC mają fale najkrótszej długości w widmie i są całkowicie pochłaniane przez warstwę ozonową, nie uszkadza­jąc skóry.

Promienie UVB są również nazywane „promieniowaniem oparzenia słonecznego”, ponieważ promienie te, w szczególności te krótsze, wywołują rumień, czyli zaczerwienienie skóry w wy­niku rozszerzania się naczyń krwionośnych. Zazwyczaj zaczer­wienienie to pojawia się dopiero po sześciu godzinach. UVA również mogą spowodować zaczerwienienie, ale przy dawce około tysiąca razy większej niż UVB. Energia promieni UVA jest dużo silniejsza niż UVB i wnikają one głęboko w skórę właściwą. Nawet jeśli nie powodują zaczerwienienia, to UVA mogą być bardziej niebezpieczne od UVB, ponieważ skóra właściwa nie potrafi nieprzerwanie się odradzać, jak czyni to naskórek.

SŁOŃCE A RAK SKÓRY

Kiedy promienie ultrafioletowe bombardują skórę, niszczą w końcu materiał genetyczny komórek. Większość tego struktu­ralnego uszkodzenia zostaje naprawiona, ale kiedy zniszczeniu ulegnie mechanizm naprawczy albo jest on niewystarczający, komórki mogą zacząć rosnąć w niekontrolowany sposób i po­wodować złośliwe guzy. Światło ultrafioletowe jest bezpośred­nio odpowiedzialne za dwa rodzaje nowotworów złośliwych skóry – raka podstawno-komórkowego i raka kolczysto-komórkowego. Uważa się, że zwłaszcza ciężkie oparzenia słoneczne w dzieciństwie są głównymi czynnikami ryzyka. Nadmierne opa­lanie jest również kojarzone ze śmiertelną postacią raka skóry – czerniakiem.

Jak słońce daje się we znaki

Aby mieć pełny obraz tego, jakie korzyści odniesie skóra dzięki moje­mu programowi oraz żeby zapobiec dalszym uszkodzeniom spowodo­wanym przez słońce, przydaje się dostrzec związek pomiędzy stanem zapalnym i zmianami, jakie obserwujemy, a wpływem słońca i starze­niem. Jak reagujemy na światło słoneczne, zależy od tego, jakie mamy zasoby melaniny, jak szybko się opalamy oraz ile oparzeń słonecznych mamy już za sobą. Kto zawsze ulega poparzeniom i nigdy się nie opa­la, już po godzinie kąpieli słonecznej będzie narażony na niebezpie­czeństwo wystąpienia stanu zapalnego skóry. Także inne czynniki mo­gą mieć wpływ na reakcję organizmu. Są to niektóre zaburzenia genetyczne, choroby oraz wiele lekarstw, takich jak antybiotyki i nie- zawierające sterydów środki przeciwzapalne.

Reakcja przeciwzapalna uruchamia wiele reakcji biochemicznych, które ostatecznie uszkadzają skórę, powodując zmarszczki i przebar­wienia. Często reakcje te są odwrotne do tego, co dzieje się podczas na­turalnego starzenia, jednak zmiany w ich wyniku sprawiają, że skóra wcześnie wygląda staro. Na przykład, komórki skórne mogą się rozwi­jać szybciej, ale nie są normalne i jednakowe. Różnią się wielkością i kształtem i nie pasują do siebie tak jak trzeba, przez co naskórek skó­ry wystawianej na słońce jest w istocie dwa razy grubszy niż ten w skó­rze przed nim chronionej.

Komórki odpornościowe wewnątrz skóry, czyli komórki Langer- hansa, również podlegają stanom zapalnym wywoływanym przez słońce. Stają się mniej skuteczne i jest ich mniej. Najpoważniejsze uszkodzenia występują głęboko w skórze właściwej – jest to warstwa najbardziej niszczona przez długie promieniowanie UVA. Tutaj proce­sy, które występują w trakcie naturalnego starzenia, również są przy­śpieszone. Zachodzi nadprodukcja włókien kolagenu, które robią się gęste i splątane. Podobnie elastyna robi się coraz grubsza. Ścianki na­czyń krwionośnych pogrubiają się i gromadzą się w nich potencjalnie szkodliwe komórki zapalne. Następuje również spadek glikozamino- glikanów, co oznacza, że jest mniej wody do nawilżania włókien ko­lagenu i elastyny oraz zaopatrzenia żyjących komórek naskórka.

Światło uszkadza także materiał genetyczny w rozwijających się ko­mórkach, Tworzy ono mutacje, które mogą doprowadzić do plam star­czych i nieprawidłowego nagromadzenia łuszczących się ciemnych ko­mórek, nazywanych plamami słonecznymi albo rogowaceniem aktynicznym; niektóre z nich przekształcą się w raka skóry.

Światło słoneczne powołuje do życia również wolne rodniki, które niszczą tłuszcze w ściankach komórkowych, prowadząc do stanów za­palnych i utraty wody.

Ogólnie biorąc, to nie jest pociągająca wizja. Na szczęście, odwra­camy wiele z tych zmian, dzięki najzwyklejszej ochronie skóry przed dalszymi urazami. Nadchodzi czas na filtry przeciwsłoneczne.

Moc granatu

Owoc granatu zawiera wyjątkowy przeciwutleniacz zwany kwasem ellagicznym, który jest silniejszy nawet od antyoksydantów w zielonej herbacie. Według opublikowanej w „Journal of Agriculture and Food Chemistry” pracy, przeznaczony do sprzedaży sok z granatów ma trzy razy większe działanie przeciwzapalne niż taka sama ilość czerwonego wina czy zielonej herbaty. Badacze przypisują tę właściwość trzem składnikom granatu: taninom w skórce oraz antocyjaninom i kwasowi ellagicznemu w nasionach.

Moc przeciwzapalna granatu jest doskonale znana od niepamiętnych czasów. W starożytności Hipokrates opisał leczniczą moc tego indiań­skiego i afrykańskiego owocu. Przez Greków był używany do leczenia wielu stanów zapalnych od zapalenia oskrzeli po biegunkę. W innych kulturach stosowano go w leczeniu miażdżycy i astmy, a nawet, żeby wspomóc rekonwalescencję po urazach. Granat jest również skuteczny przeciw wirusom, niszcząc je już w momencie zetknięcia z nimi. Efek­tywnie chroni komórki przed wolnymi rodnikami. Inne składniki gra­natu – antocyjanidyny – wchodzą w reakcje z kwasem ellagicznym, by wydatniej zwiększać moc tego przeciwutleniacza.

Silne antyoksydanty w granacie podnoszą poziom glutationu, natu­ralnego przeciwutleniacza, który wspomaga ochronę DNA w komór­kach przed uszkodzeniami wolnych rodników. Glutation jest również niezbędny w pomocy organizmowi w przetwarzaniu hormonów, takich jak estrogen, który także chroni skórę.

Polifenole w rodzaju kwasu ellagicznego powstrzymują także po­wstawanie szkodliwych enzymów, powodujących niekontrolowany przyrost komórek. Jest to ważne w profilaktyce przeciwnowotworowej, ponieważ niekontrolowany podział komórek jest cechą charakte­rystyczną raka. Powstrzymując określone enzymy, kwas ellagiczny i inne polifenole regulują wymianę komórek i dają komórce czas na normalny podział i całkowite uformowanie. Uważa się również, że kwas ellagiczny wzmacnia ściany komórkowe, czyniąc je mniej podat­ne na zniszczenia przez wolne rodniki i zapobiegając utracie wody.

Aby udowodnić, że granat poprawia skuteczność ochronną filtrów przeciwsłonecznych, poprosiłem niezależne laboratorium o przetesto­wanie ośmiu różnych formuł z filtrami przeciwsłonecznymi – z których cztery zawierały wyciąg z owocu granatu. Dodanie granatu zwiększy­ło współczynnik ochrony przed promieniowaniem słonecznym formu­ły o dwadzieścia procent. Następnie wypróbowaliśmy te same formuły przed i po pięciu dniach, podczas których ochotnicy przyjmowali dzienny suplement. Faktor wszystkich filtrów przeciwsłonecznych podniósł się średnio o dwadzieścia pięć procent.

Powyższe wnioski wpłynęły na to, że kilka lat temu zmieniłem swo­je zalecenia. Zacząłem prosić pacjentów, by łączyli dzienną dawkę gra­natu i inne suplementy przeciwutleniaczy z codzienną pielęgnacją oraz stosowali również powierzchniowe zabiegi używając witaminy C o wysokim stopniu stężenia przez kilka tygodni parę razy w roku. Zauważyłem lepsze rezultaty niż te, które można osiągnąć używając peelingów z kwasem glikolowym i antyoksydantów.

Ochrona

W dzisiejszych czasach nie ma już chyba nikogo, kto nie wiedziałby, że zbyt wiele czasu spędzonego na słońcu powoduje przedwczesne sta­rzenie i raka skóry. Większość ludzi zdaje sobie sprawę, że im wcześ­niej zaczynamy wystawianie się na słońce – zwłaszcza kończące się poparzeniami – i im dłużej ono trwa, tym gorsze są uszkodzenia.

Oczywiste jest zatem, że należy chronić się przed promieniowa­niem ultrafioletowym. Dzięki temu możliwe jest też odwrócenie szkód już wyrządzonych przez promienie słoneczne. Jak wykazują badania, jedynie dzięki stosowaniu filtrów przeciwsłonecznych i za­hamowywaniu w ten sposób stanów zapalnych powodowanych przez promieniowanie, skóra będzie w stanie samodzielnie znakomicie się odbudować.

Mam urządzenie zwane skanerem skóry, które uświadamia wpływa­jące na starzenie negatywne skutki opalania wszystkim pacjentom przekraczającym próg mojego gabinetu odnowy biologicznej lub pry­watnego gabinetu, w którym przyjmuję. Skaner jest specjalnym świa­tłem umożliwiającym zobaczenie znajdujących się pod skórą uszko­dzeń, które jeszcze nie stały się widoczne na zewnątrz. Można zobaczyć, jak się będzie wyglądało w miarę upływu lat, gdyby dziś za­kończyć opalanie. Plamy odmienionego zabarwienia stworzone przez komórki wytwarzające pigment stają się szokująco oczywiste w świe­tle tego urządzenia. Wyróżniają się zmarszczki, nawet te drobne. Wi­dok zniszczeń, które się czają pod skórą jest zaskoczeniem dla każde­go i większość kobiet i mężczyzn, którym mignęła przed oczami ich własna przyszłość, szybko zmienia swoje zwyczaje.

Innym przekonującym doświadczeniem jest pierwsze w życiu usu­nięcie z twarzy podejrzanych zmian. To otarcie się o rzeczywistość za­zwyczaj przekonuje delikwenta, że za opalanie może zapłacić bardzo wygórowaną cenę. W większości przypadków zmiany okazują się nie­groźne, jednak dzień czy dwa pełnego napięcia czekania na wyniki z laboratorium może obudzić obawy przed opalaniem.

Ponieważ promieniowanie ultrafioletowe tak mocno przyśpiesza starzenie, zabezpieczenie przed słońcem jest wyjątkowo istotnym sposobem walki ze zmarszczkami. Niektóre uszkodzenia z przeszło­ści można naprawić dzięki odpowiedniemu nawodnieniu oraz po­wierzchniowym i wewnętrznym przeciwutleniaczom, substancjom budującym kolagen i czynnikom przeciwzapalnym, jednak nic nie przywróci młodości skórze, która nie jest zabezpieczona przed dal­szymi uszkodzeniami.

Powszechnie wiadomo, co zaleca każdy dermatolog, i co pisze się w gazetach i czasopismach o zapobieganiu zmarszczkom i rakowi skó­ry: codzienne stosowanie ochrony przeciwsłonecznej, noszenie kapelu­sza i osłaniającej odzieży oraz unikanie wystawienia na słońce pomię­dzy godziną jedenastą a piętnastą. Najczęściej jednak nie stosujemy się do tych rad. Zauważyłem, że nawet po ostrzegawczych przemowach z mojej strony, pacjenci wracali na kolejne wizyty bardziej naznaczeni niszczącą działalnością słońca niż przedtem. Naturalnie, gdybym nie wygłosił zwyczajowej pogadanki o niebezpieczeństwach związanych ze słońcem, to ich skóra mogłaby wyglądać jeszcze gorzej. Przeważnie jednak, w skali od 0 (brak pogorszenia stanu uszkodzeń spowodowa­nych przez słońce) do 10 (poważne uszkodzenia), pacjenci plasują się punkt lub dwa powyżej początkowego wyniku. Stawiam sobie za cel ich powrót do punktu czy dwóch poniżej pierwszego pomiaru. Przez ostatnie dwadzieścia lat opracowałem sposób, który to umożliwia. Łą­czy on nie tylko stosowanie powierzchniowej ochrony, ale także suple­mentów wzmacniających siły filtrów przeciwsłonecznych oraz dostar­czających przeciwutleniaczy, środków przeciwzapalnych i czynników nawadniających.

Lata temu już zauważyłem, że filtr nie wydaje się wystarczający. Żyjąc i prowadząc praktykę na południu Kalifornii, gdzie przeważają samochody z opuszczanym dachem i niemal zawsze panuje idealna słoneczna pogoda, wiem, że nawet pacjenci, którzy pilnie przestrzega­li ochrony przed słońcem, cierpieli od spowodowanych przez nie uszkodzeń. Rzecz jasna nawet filtry przeciwsłoneczne mają swoje ograniczenia, rozumiem także, jak niewygodnie jest nakładać je wciąż co dwie godziny czy nawet częściej. Zdałem sobie sprawę, że to, cze­go trzeba, to stała ochrona przed słońcem, na którą nie mają wpływu żadne zewnętrzne czynniki, jak pot, pływanie czy ścieranie.

Biorąc pod uwagę badania na przeciwutleniaczach, które przepro­wadzano w tamtych latach, zacząłem zalecać pacjentom przyjmowanie suplementów beta-karotenu i witaminy C. Następnie w latach osiem­dziesiątych naukowcy odkryli, że stosowanie antyoksydantów, takich jak witamina C i E oraz beta-karotenu, na skórę może ograniczyć szko­dy wyrządzane na skutek nadmiernego wystawienia na światło nadfio­letowe. Przypuszczalnie przeciwutleniacze neutralizowały wolne rod­niki odpowiedzialne za stany zapalne. Pomimo że substancje te pomagały ochraniać skórę, to były potrzebne w ilościach budzących obawy pod względem toksyczności i podrażnień.

Badania nad przeciwutleniaczami przyjmowanymi wewnętrznie były zróżnicowane. Niektórzy uczeni donosili, że beta-karoten dzia­ła, podczas gdy inni raportowali, że wcale nie działa. Witamina E nie była szczególnie skuteczna nawet po trzynastym podaniu zalecanej dziennej dawki. Beta-karoten zaś, nawet jeśli pomagał, to przyczyniał się do zabarwienia skóry pacjentów na niezbyt atrakcyjny pomarań­czowy kolor.

Zmieniłem podejście i zacząłem zapisywać pacjentom z poważny­mi foto uszkodzeniami mieszankę peelingów zawierających kwasy glikolowe, suplementów z przeciwutleniaczami oraz filtrów prze­ciwsłonecznych o szerokim spektrum ze współczynnikiem 30. Wra­cali po kilku tygodniach z mniejszymi uszkodzeniami niż gdyby sto­sowali wyłącznie peeling z kwasem glikolowym i utrzymywali skórę w zdrowiu. Minimalna, niemniej jednak kumulująca się dawka uszkodzeń słonecznych, którą widziałem w przeszłości, została wy­kluczona.

Badając przeciwutleniacze dłużej, uświadomiłem sobie, że nie są wszystkie sobie równe, oraz że każdy dzień przynosi odkrycie nowych. Szczególnie ciekawe były badania nad polifenolami, takimi jak flawo­noidy w zielonej herbacie. A najsilniej działający flawonoid znajduje się w małym czerwonym nasionku granatu.