Archive for the ‘Rozbrajanie wolnych rodników’ Category

Odpowiednie składniki

Obecnie tak wiele przeciwutleniaczy jest dostępnych w produktach pielęgnacji skóry, że bez trudu można znaleźć środek do demakijażu, tonik i krem nawilżający, które będą miały je w swym składzie. Z punktu widzenia zabiegów kosmetycznych, faza leczenia i naprawy w codziennym reżimie to moment, kiedy chciałoby się nasycić skórę najbardziej intensywnymi stężeniami antyoksydantów, szczególnie wi­taminą C. Najważniejsze to znaleźć kurację witaminą C w jej zrówno­ważonej, stabilnej postaci.

Jak wspomniałem, witamina C jest bardzo wrażliwa na światło, więc czysty jej roztwór, który przybrał brązowawą barwę, utracił częściowo swą moc. Wiele roztworów pakowanych jest w pojemniczki z ciemne­go szkła dla ochrony witaminy C przed słońcem. Należy je przechowy­wać w chłodnym, suchym miejscu, ponieważ również ciepło osłabia działanie witaminy C. Jest ona najbardziej stabilna w roztworach o bar­dzo niskim współczynniku pH, które mogą być dosyć podrażniające, tak więc jeśli używamy jakiegoś produktu zawierającego ciekłą postać witaminy C, to może się okazać, że niezbędne będzie również zastoso­wanie innego kosmetyku, takiego jak środek nawilżający, żeby prze­ciwdziałać podrażnieniom skóry czymś kojącym.

Czysta witamina C jest najbardziej aktywna i najmniej podrażniają­ca, jeśli znajduje się w formule niezawierającej wody. Są postacie kwa­su askorbinowego, takie jak palmitynian askorbylu, dzięki którym można dodać nieco mocy przeciwutleniacza do kremów i emulsji. Jed­nakże to czysta witamina C gwarantuje maksymalne korzyści. W celu udostępnienia jej w stabilnej postaci, opracowałem ją w silikonowym nośniku niezawierającym w ogóle wody. Zapewnia to maksymalną moc i trwałość przeciwutleniacza przy niezauważalnych niemal po­drażnieniach.

ZAPOTRZEBOWANIE NA WITAMINĘ C

Jak wielu moich pacjentów, Sylwia przyszła do mnie z jednego powodu, a kuracja ostatecznie wpłynęła nie tylko na rozwiąza­nie danego problemu skóry – w jej przypadku trądziku wieku dojrzałego – ale przyczyniła się do świetlistej, bardziej młodzień­czo wyglądającej cery.

-    Wydawało mi się, że dobrze dbam o swoją skórę. Nie za­niedbywałam codziennego usuwania makijażu, tonizowania i nawilżania; regularnie chodziłam na zabiegi kosmetyczne twarzy – mówi trzydziestosiedmioletnia Sylwia. – Wypryski po­jawiające się ni z tego, ni z owego na mojej szyi czy wzdłuż podbródka tłumaczyłam sobie stresem. Uwielbiam swoją no­wą pracę, jednak przejście od bycia wykwalifikowaną pielę­gniarką do prowadzenia szkoleń w firmie zajmującej się ochro­ną zdrowia było nie lada wyzwaniem. W końcu, po nieprzynoszącym żadnej poprawy wypróbowywaniu dostęp­nych bez recepty środków na trądzik, zdecydowałam się na wi­zytę u dermatologa.

Sylwia zwracała uwagę na zmarszczki mimiczne w kącikach oczu i biegnące w poprzek czoła, ale to raczej pryszcze i cysty spędzały sen z jej powiek.

Po trzech tygodniach stosowania programu na trądzik i przyj­mowaniu suplementów skóra Sylwii zaczęta się oczyszczać. Pod­czas „aktywnej” fazy swojej kuracji Sylwia zafundowała sobie również cotygodniowe zabiegi głębokiego nawilżania witaminą C. Po trzech tygodniach przeszła na program dla skóry tłustej, kontynuując cotygodniowe nawilżanie witaminą C przez kolej­ne trzy tygodnie.

-    Trądzik już nie powrócił, nie licząc kilku drobnych wypry­sków na krótko przed okresem – cieszy się Sylwia. Nie spodzie­wała się ogólnej poprawy wyglądu.

-    Moja skóra zrobiła się o wiele gładsza – mówi. – Wszyscy znajomi twierdzą, że wygląda świetnie.

Koenzym Q10

Istnieje wiele antyoksydantów, które przyjmuje się ustnie lub stosuje zewnętrznie w celu unieszkodliwienia wolnych rodników. Na przy­kład, ubichinon, czyli koenzym Q10, jest ostatnio przedmiotem wiel­kiego zainteresowania ze względu na możliwość zapobiegania choro­bom serca. Jest również aktywnym składnikiem wielu serii produktów pielęgnacji skóry. Ubichinon jest przeciwutleniaczem, który tak jak wi­tamina E rozpuszcza się w tłuszczach. Gromadzi się w ściankach ko­mórkowych, gdzie wchodzi w reakcje z wolnymi rodnikami, rozbraja­jąc je podczas ich ataków na błonę lipidową. Jest również jednym z nielicznych przeciwutleniaczy, który można znaleźć w mitochondriach, fabrykach wytwarzających energię komórek.

Kiedy przyjmujemy pokarm, przechodzi on proces zwany cyklem Krebsa i jest ostatecznie przetworzony w wysokoenergetyczny związek ATP (adenozynotrójfosforan). Ostatecznym etapem przed produkcją ATP jest rozpad innej substancji chemicznej zwanej ADP (adenozyno- difosforan), proces ten odbywa się pod kontrolą ubichinonu. Może to tłumaczyć, w jaki sposób przeciwutleniacz ten wpływa na nasze pozio­my energii. Na przykład, z mojego doświadczenia wynika, że jestem w stanie wykonać więcej ćwiczeń, jeśli pół godziny przed treningiem przyjmę suplement z koenzymem Q10. Innym przeciwutleniaczem, który, jak się mniema, odnosi podobny skutek jest kwas alfa-liponowy (ALA). Koenzym Q10 dominuje szczególnie w naskórku, jednak do czasu, kiedy komórka skórna umrze i dotrze do warstwy rogowej, po­zostaje niewiele ubichinonu, który mógłby się przyczynić do ochrony skóry. Badania na zwierzętach dowodzą, że może on zabezpieczać skó­rę przed uszkodzeniami spowodowanymi słońcem przez osłabianie wytwarzania enzymu rozkładającego kolagen, czyli kolagenazy.

Organizm jest zdolny do samodzielnego wytwarzania ubichinonu, ale niektóre badania podkreślają, że kiedy produkcja jest mniejsza niż optymalna, niedostatki przyczyniają się do chorób serca. Ten przeciw­utleniacz ochrania wszystkie komórki ciała, jednak wydaje się, że ser­ce wymaga największych jego zapasów. Udowodniono, że koenzym Q10 stosowany zewnętrznie wnika pomiędzy komórki. Polecam go głównie jako suplement.

Polifenole

Mamy do czynienia z prawdziwym wysypem badań dokumentujących korzyści zdrowotne naturalnych antyoksydantów w polifenolach, czy to stosowanych zewnętrznie, czy przyjmowanych wewnętrznie. Polife­nole są substancjami chemicznymi pochodzenia roślinnego. W ich skład wchodzą bardzo silne przeciwutleniacze nazywane flawonoidami, które są cząsteczkami czasem bardzo złożonymi, jak to jest w przy­padku kwercetyny obecnej w zielonej herbacie i winogronach. Inne są proste, tak jak katechina, którą również można znaleźć w herbacie. O jednym z najsilniejszych flawonoidów – kwasie ellagicznym – bę­dzie mowa w rozdziale dziewiątym. Flawonoidy nie tylko skutecznie pożerają wolne rodniki, ale również stymulują wzrost wbudowanego w organizm przeciwutleniacza, jakim jest glutation.

Swego czasu siła flawonoidów była tak powszechnie uznawana, że zostały jako grupa nazwane witaminą F, jednak nigdy nie uznano ich za podstawową substancję odżywczą. Pogląd ten może się teraz zmie­niać, ponieważ kolejne badania na całym świecie ukazują, w jaki spo­sób flawonoidy wzmacniają i naprawiają komórki i narządy całego ciała. Ostatnio znowu wzrasta zainteresowanie zewnętrznym zastoso­waniem flawonoidów zarówno w celu zwalczania wolnych rodników w naskórku, jak i ograniczania stanów zapalnych.

Znormalizowane wyciągi z zielonej herbaty, pestek winogron i gra­natu włączam do wielu moich produktów przede wszystkim ze wzglę­du na to, że są silnymi przeciwutleniaczami. Jednak podobnie jak wie­le innych substancji pochodzenia roślinnego, są one środkami prawdziwie wieloczynnościowymi. Wyciąg z pestek winogron nie tyl­ko unieszkodliwia wolne rodniki, ale jak pokazują badania, wzmacnia również włókna strukturalne skóry, czyli kolagen i elastynę. Pestki wi­nogron mają tę dodatkową zaletę, że są źródłem niezbędnych kwasów tłuszczowych.

Witamina E

Jest osiem różnych rodzajów cząsteczek, które nazywamy witaminą E. Wszystkie zawierają te same pierwiastki, ale ich postać molekularna różni się do tego stopnia, że mogą dopasowywać się do różnych recep­torów komórek. Wszystkie łączą się z lipidami, takimi jak te w ścia­nach komórkowych, dzięki czemu odgrywają ważną rolę we wzmac­nianiu zdolności komórki do zatrzymywania wody; wszystkie też rozpuszczają się właśnie w tłuszczach.

Witamina E jest wyjątkowa pod wieloma względami, z których jed­nym jest wielorakość ról, jakie odgrywa. Jest oczywiście silnym antyoksydantem. Ale jest również cudownym środkiem zmiękczającym po­wierzchnię skóry, zapobiegającym przeznaskórkowej utracie wody, więc często staje się składnikiem produktów nawilżających. Jest także kojącym środkiem przeciwzapalnym, o których powiemy więcej w na­stępnym rozdziale. Witamina E zachowuje trwałość w wodzie, dzięki czemu łatwo włączyć ją w produkt. Jest też na tyle stabilna, że często bywa wykorzystywana w kosmetykach w celu zabezpieczenia integral­ności innych składników.

Postacią czynnego przeciwutleniacza jest w przypadku witaminy E alfa-tokoferol występujący w obfitości w dolnych partiach warstwy ro­gowej, w których poziom witaminy C bywa raczej dość niski, a w mniejszych ilościach zdarza się również w głębiej położonych war­stwach skóry. Chociaż ciało próbuje dobrze umocnić warstwę rogową witaminą E, przez stałe zaopatrywanie powierzchni skóry tokoferolem w sebum, wydaje się jakby nigdy nie było jej dosyć. Jak wykazują ba­dania, jeden silny strumień światła słonecznego niszczy połowę każdej ilości tokoferolu, na jaką natrafi na swej drodze. Biorąc także pod uwa­gę fakt, że wszyscy staramy się jeść mniej tłuszczu w pożywieniu, nie jest łatwo spożywać wystarczające ilości witaminy E z pokarmem, aby sprostać zapotrzebowaniu na ten mocny przeciwutleniacz.

Zarówno witamina C, jak i E są niszczone przez światło słonecz­ne, jednak witamina E jest również wyjątkowo narażona na działanie ozonu w atmosferze. Jest to kolejny powód, dla którego tak istotne jest utrzymywanie wierzchnich warstw skóry nasyconych alfa-tokoferolem.

Opublikowano niezliczone badania dokumentujące skutki po­wierzchniowego działania witaminy E w ograniczaniu szkód wyrzą­dzanych przez wolne rodniki. W jednym przypadku śledzono powsta­wanie wolnych rodników po kontakcie z dymem papierosowym. Liczba wolnych rodników rosła stopniowo, osiągając apogeum dobę po tym, jak pierwszy podmuch dymu zetknął się ze skórą. Kiedy po­wtórzono doświadczenie po zastosowaniu witaminy E, ilość wolnych rodników zmniejszyła się niemal o połowę.

Przez ostatnie dwie dekady przeprowadzono wiele badań na zwierzę­tach i ludziach, dowodzących, że kiedy po opalaniu zastosuje się wita­minę E, zaczerwienienie i opuchlizna skóry są znacznie mniejsze, tłusz­cze ulegają mniejszemu zniszczeniu i mniej jest komórek poparzonych słońcem. Niektóre badania pokazują, że działanie przeciwzapalne wita­miny E może się również przyczynić do zmniejszenia zaczerwienienia po opalaniu. Kiedy zaaplikuje się jednocześnie witaminę C i E, ochro­na przeciwsłoneczna wzrasta. Jednak żeby sprostać zalewowi wolnych rodników stworzonych przez światło słoneczne, stężenie obu witamin w skórze musi być wysokie.

Witaminy C i E wchodzą w niezwykły związek. Witamina E ma wyjąt­kowe zdolności do odnawiania się. Witamina C jest potrzebna, aby mog­ła zajść ta regeneracja. Z tego powodu zalecam zwracanie uwagi na obec­ność obu tych przeciwutleniaczy w produktach pielęgnacji skóry.

Witamina C

W przeciwieństwie do wielu zwierząt, ludzie nie są w stanie samodziel­nie wytwarzać askorbiny, czyli witaminy C, lecz zmuszeni są pozyski­wać ją z pożywienia. Stałe jej dostawy są niezbędne, ponieważ witami­na C nie pozostaje w tkankach zbyt długo i jest bez przerwy wydalana z moczem.

Witamina C ma do wykonania wiele zadań w skórze. W naskórku, gdzie jest pięć razy więcej witaminy C niż w głębszych warstwach skó­ry, spełnia kilka funkcji. Pomaga zapobiec utracie wody i z tego wzglę­du podtrzymuje funkcje obronne skóry. Jest konieczna przy budowie kolagenu i elastyny. Unieruchamia także niestabilne wolne rodniki, za­nim spowodują za dużo szkód. Mamy też coraz więcej dowodów na to, że witamina C osłania skórę przed palącymi promieniami słońca, zwłaszcza kiedy jest stosowana w wysokich stężeniach lub łączona z witaminą E, filtrami przeciwsłonecznymi oraz środkami przynoszą­cymi skórze ulgę.

Organizm może przyswajać jedynie ograniczone ilości witaminy C z pożywienia. Tak więc kiedy naukowcy z uniwersytetów w Duke i w Wisconsin odkryli możliwość ominięcia ciała i dostarczania sub­stancji odżywczej bezpośrednio skórze, zwiększając zawartość wita­miny C w niej o około dwadzieścia razy, dermatolodzy na całym świe­cie zdali sobie sprawę, że skórę można dosłownie karmić witaminą C od zewnątrz.

Dzisiaj, dekadę po tym odkryciu, wiemy znacznie więcej o ze­wnętrznych preparatach z witaminą C. Chemicy kosmetyczni wiedzą, że na zróżnicowanie tych produktów ma wpływ zarówno udział pro­centowy i rodzaj wykorzystanej witaminy C, jak i współczynnik pH. Przez wiele lat współpracowałem z chemikami kosmetycznymi, aby opracować dostępny bez recepty, wysoce skoncentrowany produkt, za­wierający stabilną witaminę C, który można by swobodnie stosować w domu.

Witamina C jest w istocie bardzo delikatna. Rozpuszcza się w wo­dzie, ale zmieszana z nią i wystawiona na działanie tlenu nie jest w sta­nie zachować swoich właściwości antyoksydantu. Poza tym witamina ta bardzo szybko rozkłada się pod wpływem światła. Po wielu skrupu­latnych badaniach opracowałem i opatentowałem technologię, która wykorzystuje postać witaminy C o wysokim stężeniu w emulsji bez za­wartości wody. Jest to intensywny, kojący krem, który systematycznie dostarcza czystą witaminę C do wierzchnich warstw skóry w dużych dawkach bez powodowania podrażnień. Przez wszystkie lata od odkry­cia nauczyliśmy się, że najlepsza jest powtarzalność stosowania wita­miny C, ponieważ codzienne jej dostarczanie pozwala na budowanie zapasu witaminy C w skórze.

Są również produkty typu „przed użyciem wstrząsnąć”, polegające na zmieszaniu witaminy C z podłożem lub nośnikiem i stosowaniu jej, kie­dy jeszcze jest aktywna. Według mnie produkty takie są dość pożyteczne, zwłaszcza w przypadku dużego stężenia witaminy C. Kosmetycy w cen­trach odnowy biologicznej i lekarze mogą wykorzystywać specjalnie opracowane zabiegi głębokiego nawilżania witaminą C w ampułkach, w jeszcze bardziej skoncentrowanej postaci. Podrażnienia skóry, które mogłyby wystąpić przy tak wysokich stężeniach witaminy C są elimino­wane przez włączenie w formułę środków kojących (zob. rozdział siód­my) oraz zmiękczających powierzchnię skóry.

Bez czynników przeciwzapalnych produkty z witaminą C mogłyby nawet przynosić efekt przeciwny do zamierzonego, ponieważ stany za­palne wytwarzają wolne rodniki. W niektórych przypadkach produkty z witaminą C mogą silnie podrażniać, powodując swędzenie skóry. Być może delikatne zmarszczki chwilowo znikną, ale nie na długo, a skut­kiem ubocznym będzie zapalenie.

Najlepsza obrona

Uszkodzenia powodowane przez wolne rodniki to ta przyczyna starze­nia, której możemy zaradzić. Możemy dopilnować, żeby organizm był zaopatrywany w odpowiednie naturalne przeciwutleniacze, przez spo­żywanie zawierających je pokarmów i przyjmowanie suplementów. Wydatnie wspomagamy też obronność skóry, stosując antyoksydanty od zewnątrz. Jako jeden z pierwszych włączałem przeciwutleniacze w pielęgnację skóry, a przed rokiem 1992 znalazły się one w każdym moim produkcie. Dzisiaj antyoksydanty są tak wszechobecne w pro­duktach pielęgnacji skóry jak kwasy hydroksylowe. Początkowy scep­tycyzm minął wobec niezliczonych badań, dowodzących, że przeciw­utleniacze stosowane na powierzchni skóry dają zabezpieczenie przed niepożądanym działaniem słońca i pobudzają produkcję kolagenu. Są także dowody naukowe na to, że przyjmowanie przeciwutleniaczy we­wnętrznie w suplementach zwiększa ich poziom w skórze.

Ludzie traktują antyoksydanty jak odzież ochronną. To jednak nie tak. Weźmy antybiotyki: każdy z nich walczy z inną grupą podobnych bakterii. Podobnie w przypadku przeciwutleniaczy. Chociaż działają w całym ciele, nie wyłączając skóry, różne z nich są aktywne w okre­ślonych narządach. Miłorząb dwuklapowy, zwany też japońskim (Ginkgo biloba), wydaje się najbardziej potrzebny w mózgu. Dysmutaza ponadtlenkowa (SOD) sprawdza się najlepiej w naczyniach krwio­nośnych. Flawonoidy pomagają wątrobie. Witamina C przydaje się w pęcherzu moczowym – jest wydalana z moczem, więc gdy mocz zbiera się w pęcherzu, nabłonek pęcherza jest obmywany przeciwutleniaczem. Witamina A jest szczególnie skuteczna w komórkach płuc i skóry. Również w skórze zaznacza się aktywność polifenoli.

Istnieją dowody na swoisty rytm szkodliwej działalności wolnych rodników. Zniszczenia, jakie wywołują one w błonach tłuszczowych komórek, nasilają się w ciągu dnia, późnym wieczorem osiągając apo­geum. Dlatego właśnie zalecam stosowanie produktów zawierających przeciwutleniacze i przyjmowanie takich też suplementów rano i wie­czorem. Jeśli stosujemy antyoksydanty powierzchniowo, to w ciągu no­cy, kiedy odpoczywamy i nie jesteśmy wystawieni na promienie słońca, substancje te mają dobrą okazję do niczym niezakłóconej pracy. Uwa­żam za ważne przyjmowanie suplementów z przeciwutleniaczami dwa razy dziennie, rano i wieczorem, tak aby we krwi krążył ich stały zapas.

Poświęćmy zatem nieco uwagi owym zbawiennym substancjom, które uważam za najważniejsze dla skóry.

Istnieją prawdopodobnie setki, jeśli nie tysiące, antyoksydantów, które psują szyki wolnym rodnikom na różnych poziomach. Nie mam zamiaru przedstawiać tu wyczerpującego ich spisu, a raczej rozważa­nia na temat tych przeciwutleniaczy, które moim zdaniem sprawdzają się przy zastosowaniu na powierzchni skóry i które są powszechnie do­stępne w produktach pielęgnacji skóry oraz w suplementach.

Rozbrajanie wolnych rodników

Gdy pytam moich pacjentów i ludzi, z którymi rozmawiam na całym świecie, o to, co jest przyczyną starzenia, dostaję w odpowiedzi całą li­stę powodów, na której znaleźć można palenie, zanieczyszczenie śro­dowiska, smog, słońce, stres i niewłaściwe odżywianie. Zwracam wówczas uwagę, że wszystkie wymienione powody mają jedną cechę wspólną – wytwarzają wolne rodniki. Musimy się bronić przed tak zmasowanym atakiem w każdy możliwy sposób, rozbrajając powstają­ce wolne rodniki za pomocą antyoksydantów.

Wolne rodniki sieją zniszczenie na różne sposoby, jednak moim zdaniem, najbardziej znaczącą szkodę wyrządzają wtedy, gdy podkra­dają atomy tłuszczom znajdującym się w ścianie komórkowej. Osta­tecznie prowadzi to do rozpadu ochrony komórki, jaką jest błona chro­niąca komórkę i utrzymująca ją w całości. W rezultacie z komórki ucieka woda, prowadząc do nienaprawialnych uszkodzeń i przed­wczesnej śmierci komórki. Można zapobiec większości tych znisz­czeń – również utracie wody – przez zapewnienie skórze dopływu przeciwutleniaczy.

Skóra jest cudownie skuteczna pod względem samonaprawy, co jest bardzo cenną cechą, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest najbardziej niszczona ze wszystkich organów ciała przez otaczające środowisko. Na szczęście, kiedy jesteśmy zdrowi i dobrze odżywieni, mamy natu­ralne enzymy do obrony przeciwrodnikowej, które rozbrajają wolne rodniki, zanim te za bardzo narozrabiają. Ich obecność może być dla czytelników zaskoczeniem, podobnie jak nieporęczne nazwy: dysmutaza ponadtlenkowa (SOD) czy peroksydaza glutationu, jednak ich solidnych zapasów naprawdę się opłaca – dlatego tak ważne jest przyj­mowanie wystarczającej ilości minerałów, z których są one wytwarza­ne – jak miedź, cynk i selen.

Innym źródłem antyoksydantów jest pokarm. Owoce i warzywa ob­fitują w witaminę B i C oraz beta-karoten, więc jeśli się je spożywa, uzupełniając dietę suplementami, to można pomóc organizmowi utrzy­mać wolne rodniki w szachu. Jednak skóra – zwłaszcza najbardziej ze­wnętrzne warstwy, które narażone są na pierwszy ogień napaści ze śro­dowiska zewnętrznego – wymaga dodatkowej pomocy i dlatego uważam, że tak ważne jest stosowanie przeciwutleniaczy bezpośrednio na skórę.

Każda komórka organizmu wytrzymuje codziennie tysiące uderzeń wolnych rodników wytwarzanych przez swoją własną przemianę ma­terii. Pomijam tu na razie niezliczone ciosy zadawane w wyniku wysta­wienia na dym i zanieczyszczenie środowiska, przetrenowanie oraz najbardziej znaczący czynnik – promieniowanie ultrafioletowe. Kiedy zdolność obrony przed wolnymi rodnikami jest słaba – a niektórzy ba­dacze procesów starzenia się twierdzą, że obrona ta słabnie z wiekiem – albo kiedy jest ich po prostu za dużo, by stawić im czoło, zachodzi stan zwany przez biologów stresem oksydacyjnym. W takiej sytuacji wolne rodniki, które nie są na czas rozbrajane, rozpoczynają nieustępliwe po­szukiwania atomów do uzupełnienia swoich niedostatków. W pierw­szej kolejności biorą na celownik tłuszcze budujące ściany komórko­we. Podczas bombardowania tych tłuszczów wycieka zawartość ko­mórki – mianowicie woda. Duży zapas kwasów tłuszczowych może pomóc w uzupełnieniu zniszczonych tłuszczów, ale nawet to może okazać się niewystarczające.

Zniszczenie, które towarzyszy stresowi oksydacyjnemu, dotyka wszystkich komórek ciała, nie tylko tych w skórze. Wolne rodniki kie­rują się także na energetyczne centra komórek, na przykład na mitochondria. A kiedy mitochondria są atakowane, masowo produkują jesz­cze więcej swobodnych cząsteczek. Ostatecznie wolne rodniki nie powstrzymają się przed uszkodzeniem materiału genetycznego w ko­mórkach, czyli DNA, co jest jedną z przyczyn rozwoju raka.

Gdyby starzenie się odbywało się wyłącznie w wyniku zniszczeń powodowanych przez wolne rodniki, to bylibyśmy w stanie wydłużyć nasze życie przez gromadzenie odpowiednich zapasów antyoksydantów, aby przeważyć szalę na naszą korzyść. Od późnych lat pięćdzie­siątych, kiedy to po raz pierwszy wysunięto teorię starzenia związaną z wolnymi rodnikami, liczne doświadczenia wykazały, że przeciwutleniacze wydłużały życie zwierząt, jednak wyniki tych badań bywają sprzeczne.