Archive for the ‘Skóra 101’ Category

Rozrabiające cząsteczki

Wolne rodniki są nieustabilizowanymi cząsteczkami lub składnikami cząsteczek wewnątrz komórek. Badania naukowe nadal nie znajdują potwierdzenia na to, że pozbycie się wol­nych rodników zanim spowodują poważne uszkodzenia rzeczywiście wydłuży życie, jednakże liczne doświadczenia pokazują, iż ogranicze­nie ich niesfornego zachowania może spowolnić zmiany związane z upływem czasu.

Wolne rodniki to potężni niszczyciele, ponieważ rozrywają inne cząsteczki, przez co powstaje jeszcze więcej wolnych rodników. Czą­steczki składają się z wiązań atomów, które mają określoną liczbę elek­tronów na zewnętrznych powłokach. Zachowują równowagę i w zgod­nym szyku wykonują swoje zadania. Przy okazji tych prac, niestety, cząsteczki tracą elektrony. Aby przywrócić sobie równowagę, bombar­dują inne cząsteczki w nadziei wykradnięcia tak bardzo potrzebnych elektronów.

Podczas gdy część wolnych rodników daje radę odzyskać równowa­gę lub zneutralizować się, powstają inne, destrukcyjne wolne rodniki. Uszkodzenia się nakładają, a komórka zaczyna źle funkcjonować i się starzeć.

Każda cząsteczka może się stać wolnym rodnikiem, jednak najczę­ściej dotyczy to tlenu. To okrutna prawda – ta życiodajna cząsteczka, która jest tak niezbędna dla naszego dobra, może również stać się tok­sycznym niszczycielem. Tlenowe wolne rodniki tworzą się nieprze­rwanie i bez ustanku poszukują dostępnych elektronów, które przywró­cą im stabilność.

Wolne rodniki mogą unicestwiać białka, tłuszcze w ścianach komór­kowych oraz DNA w jądrze komórki. Praktycznie każda część komór­ki jest łatwą zdobyczą, jednak najbardziej narażone są wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT). Zakłócenia w tych istotnych składnikach komórek prowadzą ostatecznie do zaburzenia integralno­ści komórki.

Wolne rodniki powstają wewnątrz komórek na wiele sposobów. Nie­które są nieuniknionym efektem ubocznym metabolizmu komórki. Jed­nakże są one również tworem innych reakcji, takich jak stany zapalne. Wszystko, co zwiększa zużycie tlenu, jak forsowne ćwiczenia fizyczne albo prowadzi do zakłóceń cząsteczkowych w komórkach, a więc za­nieczyszczenia, dym z papierosów, przegrzanie, promieniowanie czy światło ultrafioletowe, jest odpowiedzialne za powstawanie wolnych rodników. Tak samo jest w przypadku picia alkoholu, przyjmowania zbyt dużych ilości żelaza oraz wysokotłuszczowych diet.

Szczęśliwie natura wyposażyła nas także w system obronny, dzięki któremu trzymamy wolne rodniki w szachu. To enzymy, które, krążąc po naszym organizmie, zapobiegają tworzeniu się wolnych rodników oraz zmuszają je do zwierania sił i wzajemnego równoważenia się. Ist­nieją także cząsteczki wyposażone w dodatkowe elektrony, które mo­gą owe elektrony oddać wolnym rodnikom w razie konieczności. Te hojne, rozdające elektrony cząsteczki to przeciwutleniacze.

Zapobieganie tworzeniu się wolnych rodników oraz neutralizowanie lub unieszkodliwianie już istniejących jest zasadniczą częścią mojego powstrzymującego procesy starzenia programu pielęgnacji skóry. Je­stem zdania, że są dwa sposoby na położenie kresu szkodom związa­nym z działalnością wolnych rodników, o których się dowiemy, prze­chodząc przez kolejne kroki tej kuracji. Jeden z nich to zapobieganie tworzeniu się tych chuliganów. Zapobiegać można przede wszystkim przez ochronę organizmu przed atakami – takimi jak zapalenia, w cza­sie których powstają wolne rodniki. Drugim krokiem powstrzymującym starzenie jest nawadnianie skóry przeciwutleniaczami od wewnątrz i od zewnątrz, dzięki czemu rozbraja się znaczną część swobodnie zachowu­jących się cząsteczek wolnych rodników.

W przeciwieństwie do programów pielęgnacji skóry, które opierają się na kuracjach powierzchniowych, mój program przynosi korzyści całemu ciału. Dzieje się tak, ponieważ spożywamy suplementy oraz warzywa i owoce, żeby nasycić skórę przeciwutleniaczami od we­wnątrz, mamy również na celowniku wolne rodniki w naczyniach krwionośnych, mózgu, płucach i pozostałych narządach.

Walka z wolnymi rodnikami i stanami zapalnymi oraz wspomaganie produkcji kolagenu torują nowe drogi w zapobiegającej starzeniu się pielęgnacji skóry. Wiemy z niezliczonych badań na zwierzętach i lu­dziach, że można opóźnić tempo starzenia oraz sprawić, że skóra będzie wyglądać znacznie młodziej. Nadal jednak nie istnieje żadna przedłuża­jąca życie fontanna młodości. Wiemy, że w najlepszym wypadku ludzie dożywają nawet do stu dwudziestu dwóch lat. Moim celem, podobnie jak i innych badaczy zajmujących się pielęgnacją skóry i problemami starzenia jest zapewnienie pacjentom zdrowia i młodego wyglądu przez możliwie jak najdłuższy czas. Jak ujęła to antropolog, Ashley Montagu: „Istotą życia jest umrzeć młodo, tak późno, jak się da.”.

Dlaczego skóra się starzeje

Mamy szczęście żyć w czasach, kiedy po niemal stu latach badań, za­czynamy rozwiązywać zagadki starzenia. Na przykład, wiadomo obec­nie, że mechanizmy wielu zmian są wbudowane w maszynerię każdej komórki naszego organizmu. Z ewolucyjnego punktu widzenia jest to tak, jakbyśmy byli zaprogramowani na samozniszczenie, gdy przemi­ną lata zdolności reprodukcyjnej. Zanim osiągamy wiek siedemdziesię­ciu pięciu lat mamy około trzydziestu procent komórek mniej niż na początku ziemskiej drogi.

Z punktu widzenia ewolucji naszym celem na tej planecie jest wyda­nie na świat potomstwa i bycie w pogotowiu wystarczająco długo, żeby je wychować, tak aby mogło samo się rozmnożyć, przekazując w ten sposób nasze dziedzictwo genetyczne. Tak więc, mając na uwadze ewo­lucję, logiczne jest, że wyglądamy najlepiej i jesteśmy najbardziej atrak­cyjni dla płci przeciwnej we wczesnych latach naszej zdolności repro­dukcyjnej, powiedzmy od osiemnastego roku do dwudziestu paru lat. Zaczynamy się starzeć, gdy nasza zdolność do reprodukcji osiąga apo­geum. Istnieje około trzystu teorii w kwestii starzenia, z których co naj­mniej tuzin wyjaśnia, dlaczego obumierają komórki. Najbardziej praw­dopodobna teoria głosi, że komórki tracą swoją zdolność reprodukcyjną ze względu na nagromadzone uszkodzenia. Uszkodzenia te mają kilka przyczyn, z których najbardziej istotną wydają się niszczycielskie czą­steczki, znane jako wolne rodniki.

Według kolejnej teorii komórki tracą moc przerabiania końcowych produktów swojej przemiany materii, a niepotrzebne kawałeczki ko­mórkowych odpadków zatykają fabrykę. Taki osadzony gruz składają­cy się z resztek tkankowych nazywany jest lipofuscyną.

Najnowsza teoria wyjaśnia, że telomery czterdziestu sześciu chro­mosomów komórki – długie paski genów w centrum komórki – stają się coraz krótsze za każdym razem, gdy chromosomy się powielają podczas podziału komórki. Proces kończy się destabilizacją skracane­go chromosomu, który może się przerwać. Niektórzy naukowcy są zda­nia, że telomery na końcu każdego chromosomu to licznik, na bieżąco odnotowujący przebieg podziału komórki. A, jak odkrył to Hayflick, liczba podziałów komórki jest ograniczona.

Najprawdopodobniej te trzy teorie – jak i inne – są prawdziwe i mó­wią wszystko o utracie wody. Woda wewnątrz komórek zanika. Woda zanika w substancjach napędzających fabryki kolagenu i elastyny. Wo­da zanika w każdej warstwie skóry.

Jestem przekonany, że całościowy program przeciwdziała wszyst­kim przyczynom tej utraty wody. Wolne rodniki, które niszczą błony komórkowe, umożliwiając wodzie wysączanie, można zmusić do zło­żenia broni. Środki przeciwzapalne mogą zmniejszyć powstawanie wolnych rodników pojawiających się na skutek stanu zapalnego. Środ­ki nawilżające wspomogą dostarczanie skórze przyciągających i utrzy­mujących wodę cząsteczek, jednocześnie ochraniając błonę komórko­wą i tkankę łączną. Substancje odżywcze natomiast przydadzą się w zapobieganiu utracie wody: lecytyna zaopatruje błonę komórkową, a glukozamina i aminokwasy podtrzymują tkankę łączną.

Naturalnie trzeba zwracać uwagę na wolne rodniki, ponieważ są one zamieszane w niemal każdą awarię ludzkiego organizmu i bezpośred­nio niszczą różnorodne struktury wewnątrz skóry.

Zbadaj swoją twarz

Co widać, gdy się spojrzy na własną twarz w lu­strze? Co warto poprawić?

  • Czy na skórze są miejsca szorstkie i suche?
  • Czy są obszary, które wydają się grubsze lub cieńsze od reszty?
  • Czy są narośle lub pieprzyki?
  • Czy niektóre obszary na twarzy są ciemniejsze lub jaśniejsze od pozostałych?
  • Czy widać zmarszczki mimiczne dookoła oczu? Nad górną wargą? Wzdłuż policzków?
  • Czy na szyi pojawia się drobna gęsia skórka? Czy wygląda jak krepa?
  • Czy na policzkach i skrzydełkach nosa widać cienkie jak niteczki naczynia krwionośne?
  • Czy pojawiły się głębokie bruzdy biegnące od kącików nosa do ką­cików ust? Od kącików ust w dół po obu stronach podbródka? Po­między brwiami? W poprzek czoła?

Weźmy też pod uwagę resztę ciała.

  • Sucha, szorstka skóra na łokciach, kolanach i stopach?
  • Czy łatwo powstają siniaki i krwawienia?
  • Szczypiemy się w rękę. Czy dłużej niż po sekundzie skóra wraca do normalnego położenia?
  • Suche, łamliwe paznokcie?
  • Skóra na nogach łuszcząca się i szorstka?

 

Każde z tych pytań dotyczy widocznej oznaki starzenia się. Żeby za­znaczać postępy w trakcie stosowania programu, sporządzamy mapę twarzy, żeby udokumentować punkt wyjścia.

Myjemy twarz, ale nie nakładamy żadnych kremów czy mleczek nawilżających ani nie robimy makijażu. Godzinę później odgarniamy włosy, włączamy światła i badamy dokładnie każdy centymetr kwa­dratowy twarzy. Patrzymy prosto w lustro, a następnie, trzymając w reku lusterko, oglądamy boki twarzy od góry, od linii włosów do dołu, do szyi.

Inaczej niż w przypadku tracenia na wadze czy ćwiczeń gimnastycz­nych, postęp, jaki dokonuje się dzięki zaplanowanej pielęgnacji skóry, nie jest prosty do odnotowania. Zdjęcia sprzed i po kuracji mogą być pomocne, ale jak na razie jedynym obiektywnym miernikiem co do struktury skóry oraz głębokości zmarszczek są kosztowne testy w labo­ratoriach, gdzie opracowuje się produkty pielęgnacji skóry. My sami najlepiej oceniamy poprawę, jaką widzimy i czujemy na swojej skórze, dlatego przydatne będzie prowadzenie wizualnego dziennika, który od­notuje postępy.

Kiedy spojrzymy w lustro po pięciu tygodniach, z pewnością za­uważymy, że wiele widocznych oznak starzenia uległo poprawie. Po kolejnych pięciu tygodniach zauważymy, że skóra jest znów w znacznie lepszym stanie. Skrupulatnie odnotowujmy w jakiś sposób samopo­czucie naszej skóry ulega poprawie. Czy makijaż nakłada się gładziej? Czy częściej wychodzimy bez makijażu, ponieważ skóra odznacza się nowym blaskiem? Zauważenie takich subiektywnie odczuwanych po­stępów jest równie ważne, jak zwrócenie uwagi na zmiany dostrzega­ne w lustrze.

Portret starzejącej się skóry

Oznaki upływu czasu, które widać w lustrze, są odbiciem wydarzeń za­chodzących na poziomie obserwowalnym przez mikroskop. Ważne, by zrozumieć tę zależność, ponieważ to, co będziemy chcieli zrobić, żeby odwrócić niekorzystne procesy i naprawić starzejącą się skórę, naj­pierw będzie dotyczyło komórek w niewidzialnych gołym okiem war­stwach, natomiast pojawienie się pierwszych zauważalnych zmian zaj­mie co najmniej pięć tygodni.

Oto zaledwie kilka zmian, które zazwyczaj zaczynają się w wieku dwudziestu – dwudziestu pięciu lat:

  • Pojedyncze komórki skóry powstają większe niż wcześniej, a ich kształt jest bardziej nieregularny. Rozwijają się również wolniej.
  • Na powierzchni skóry jest mniej warstw martwych komórek.
  • Zmniejsza się ilość cząsteczek zatrzymujących wodę, otaczających kolagen i elastynę, dzięki którym zachowują one sprężystość i wil­gotność.
  • Zmniejsza się ilość cząsteczek zatrzymujących wodę, otaczających rozwijające się komórki skórne oraz martwe komórki w wierzch­niej warstwie skóry.
  • Co dziesięć lat komórki odpowiedzialne za wytwarzanie pigmentu stają się o dwadzieścia procent mniej zwarte W tym samym czasie zwiększa się produkcja melaniny na małych obszarach, co jest przyczyną starczych plam.
  • Komórki odpornościowe skóry, które wspomagają jej ochronę, ko­mórki Langerhansa, zmniejszają swą liczbę o połowę w okresie po­między wczesną dorosłością a podeszłym wiekiem i są w dalszym ciągu osłabiane przez wystawianie się na promienie słoneczne.
  • Komórki zwane fibroblastami, które wytwarzają kolagen i elasty­nę, stają się mniej aktywne.
  • Włókna kolagenowe, którym skóra zawdzięcza swoją sprężystość, robią się grubsze, bardziej kruche i ich ilość zmniejsza się o jeden procent rocznie.
  • Włókna elastyny, które zapewniają skórze elastyczność, poluźnia- ją się i łatwo zrywają. Jest ich także mniej.
  • Rozrzedza się substancja podstawna, która utrzymuje włókna ko­lagenowe i elastynę w całości.
  • Osłabiają się naczynia krwionośne przenoszące składniki pokar­mowe i usuwające odpadki komórkowe ze skóry. Te, które zostają, mogą się rozszerzyć, a ich ścianki pogrubić. Mają one skłonności do skręcania się i uszkadzania.

PALENIE A SKÓRA

Ludzie palący papierosy fundują sobie szkody podobne do tych, związanych ze starzeniem. Jak pokazują badania, nałogowi pa­lacze są niemal pięciokrotnie bardziej narażeni na pomarszcze­nie niż niepalący. Częściowo odpowiedzialne za to są enzymy notorycznie niszczące kolagen. Komórki skórne w probówce, którą wystawiono na działanie nasyconej dymem słonej wody, wytwarzały więcej enzymów niż zazwyczaj, fibroblasty zaś były o czterdzieści procent mniej skuteczne w wytwarzaniu nowego kolagenu.

Ale to nie wszystko, co skóra „zawdzięcza” paleniu. Skóra pa­lacza jest blada, gruba i ma szarawy odcień ze zmarszczkami i fałdami najbardziej zauważalnymi na policzkach. Jednym z po­wodów tego stanu jest fakt, że nikotyna powoduje skurczenie naczyń krwionośnych, przez co do skóry dociera mniej krwi nio­sącej tlen. Palenie zwiększa także wytwarzanie elastyny o około stu procent, ale nowa elastyna jest grubsza niż normalna. Wresz­cie palenie wielokrotnie obkurcza skórę, gdyż palacz ściąga war­gi, napina mięśnie twarzy i mruży oczy, żeby uniknąć drażniące­go dymu. Częste skręcanie kolagenu w ten sposób powoduje stałe zagięcia i przerwania, czyli zmarszczki palacza.

Niewidzialne szkody

Zmarszczki zaczynają powstawać na długo przedtem, zanim zarysowu­ją się na skórze. Niektóre ze zmian komórkowych są częścią nieunik­nionego zwolnienia tempa, które zachodzi w całym organizmie, nie­mniej w przypadku skóry jest jeszcze jeden czynnik przyśpieszający proces starzenia. Są to stany zapalne spowodowane promieniowaniem słonecznym i surowym traktowaniem. Uszkodzenia spowodowane sta­nami zapalnymi zostaną szczegółowo opisane dalej, teraz zaś przyj­rzyjmy się, co się dzieje z kolagenem i elastyną w związku ze starze­niem się i światłem słonecznym. To jest pole do popisu dla zmarszczek.

Elastyna. Według wielu znawców, najwcześniejsze i najbardziej do­głębne zmiany związane z upływem czasu zachodzą we włóknach ela­styny. W miarę jak dorastamy, mocne, syntetyczne włókna przybierają wygląd często określany jako „zjedzony przez mole”. Włókna także stopniowo pogrubiają się i zwijają. Zazwyczaj włókna elastyny dosię­gają się nawzajem za pomocą delikatnych rozgałęzień. Z biegiem lat rozgałęzienia owe bezładnie grubieją, by ostatecznie przybrać zdegenerowaną postać splątanej masy.

Kiedy delikatne włókna stają się grube i sztywne, skóra traci swoją elastyczność. Elastyczne włókna przypominają zwitek gumek recepturek, które zestarzały się i rozeschły na dnie szuflady biurka. Jest ich na­dal tyle samo, ale nie rozciągają się tak szeroko i nie wracają do pier­wotnych rozmiarów tak szybko, a do tego łatwo się rwą. Elastyna u każdego człowieka poddaje się tym zmianom, jednak w skórze wy­stawianej na pastwę słońca i promieni ultrafioletowych szybciej się zniekształca.

Ogólnie biorąc, skóra z wiekiem staje się coraz cieńsza, jednakże struktura elastyny zmienia się i może w istocie spowodować zgrubie­nia skóry w niektórych miejscach, zwłaszcza tych zbyt często wysta­wianych na słońce. Zjawisko to nosi nazwę elastozy słonecznej.

W pewnej pracy porównano włókna elastyny pochodzące z chronio­nej przed słońcem skóry pośladków do włókien z młodej skóry. W wy­stawionej na słońce skórze przedramienia włókna elastyny były dwa­dzieścia razy grubsze niż przeciętne.

Większość ludzi rasy białej ma poważnie zdegenerowaną elastynę, jeszcze zanim osiągnie wiek średni. Wystawienie skóry na promienie słoneczne znacznie przyśpiesza te zmiany. Biopsje skóry pobrane u młodych ludzi, którzy spędzają dużo czasu na słońcu, wykazały, że zaawansowane zwyrodnienia mogą się zdarzać nawet przed dwudziest­ką. Czasem te zmiany noszą nazwę „niewidzialnych szkód”, splątane kłęby proteinowych włókien mogą nie powodować żadnych zauważal­nych zmian przez wiele lat.

Kolagen. Podczas gdy włókna elastyny stają się coraz bardziej znie­kształcone i splątane, kolagen zmniejsza się w tempie około procenta rocznie. Mocne włókna kolagenowe znajdują się w ścięgnach i wiązad­łach, natomiast w skórze zapewniają pewien poziom grubości. Ponie­waż kobiety mają mniej kolagenu niż mężczyźni, ze strukturalnego punktu widzenia ich skóra jest około piętnastu razy starsza, niż skóra mężczyzn.

Z biegiem lat kolagen robi się coraz grubszy, zwłaszcza jeśli docho­dziło do nadmiernych nasłonecznień. W młodej skórze pojedyncze włókna kolagenu są zorganizowane w wiązki. W miarę upływu czasu wiązki włókien kolagenowych robią się coraz szersze i rozkładają się na wszystkie strony. Delikatna siateczka charakteryzująca młody kola­gen marnieje i traci kształt. Włókna odkształcają się jak stare, zużyte recepturki.

Pożerane proteiny. Jak na ironię, chaos grubych i splątanych włó­kien kolagenu i elastyny głęboko w skórze jest spowodowany przez dość dobrze zorganizowany proces starzenia. Otóż są geny odpowie­dzialne za rozpoczęcie produkcji komórek wydzielających enzymy w skórze właściwej. Enzymy te dosłownie przeżuwają kolagen i elastynę. Później, kiedy omówimy, w jaki sposób aplikowane skórze i przyj­mowane wewnętrznie witaminy poprawiają stan delikatnych zmarsz­czek i bruzd, stanie się jasne, dlaczego możliwość poskromienia tych enzymów jest tak ważna.

Kilka rzeczy pobudza owe enzymy. Między innymi stany zapalne przy oparzeniach słonecznych. Badania przeprowadzone na Stanowym Uniwersytecie w Michigan kilka lat temu udowodniły, że dawka światła ultrafioletowego, od pięciu minut do kwadransa wystawienia na słońce w samo południe, drastycznie zwiększyła poziom tych niszczących ko­lagen enzymów w skórze w ciągu ośmiu godzin. Prawie trzy doby od słonecznego spustoszenia zajęło przywracanie poziomu enzymów do normy. Jeśli skórę bombardowano promieniowaniem UV po kilka sesji co dwa dni, to poziom enzymów utrzymywał się na niezwykle wysokim poziomie przez tydzień. Tylko pomyśleć, jaki wpływ na kolagen w skó­rze ma lato pełne kąpieli słonecznych.

Starzenie się również powoduje wzrost tych enzymów. Działa to w następujący sposób: gdy komórki skóry się starzeją, przestają wy­twarzać wystarczająco dużo materiału genetycznego (DNA), umożli­wiającego komórkom tak szybkie i całkowite dzielenie się, jak przed­tem. Zanim osiągamy siedemdziesiąt lub osiemdziesiąt lat, mamy głęboko w skórze skupiska takich starych, niemrawych komórek. W wieku dwudziestu pięciu czy trzydziestu lat prawdopodobnie nie by­ło tam żadnego.

Zużyte stare komórki nie zalegają ot, tak sobie, zabierając miejsce. Są niebezpieczne, gdyż masowo produkują enzymy przeżuwające kolagen. Jedną z przyczyn powstawania zmarszczek jest niszczenie kolagenu i ela­styny oraz spowolnienie naprawy włókien. A nie zapominajmy, że fabry­ki kolagenu i elastyny – fibroblasty – są także coraz mniej wydajne.

Największa ochrona

Przez trzydzieści lat mojej praktyki dermatologicznej uświadomiłem sobie, że wszystko, co robię, żeby pomóc ludziom odnowić, odmłodzić i ochraniać skórę, opiera się na dwóch podstawowych zasadach: pod­trzymania jej funkcji ochronnej oraz wspomożenia pod względem możliwości utrzymywania wody. Mam zamiar wielokrotnie powracać do tych zagadnień przez cały blog, więc nie trzeba się kłopotać ich zapamiętywaniem. Na razie, jednakże, podczas czytania o starzeniu się skóry, warto zwrócić uwagę na to, jak to, co się dzieje wewnątrz warstw skóry wpływa na jej funkcje ochronne oraz zdolność do maga­zynowania wody.

Warstwa wierzchnia. W ciągu życia ta nieustannie odnawiająca się warstwa martwych komórek skórnych, znajdująca się na powierzchni naskórka – warstwa rogowa – bardzo się nie zmienia. Badania pokazują, że z wiekiem staje się nieco cieńsza, ale nie traci właściwości ochron­nych i, jeśli należycie się o nią dba, to zadowalająco zapobiega utracie wilgotności przez niżej leżące warstwy. Martwe komórki rzeczywiście skłonne są raczej do dłuższego pozostawania na powierzchni skóry, i to dlatego skóra starsza jest w dotyku bardziej szorstka niż młoda.

Wytwarzanie pigmentu. Wcześniej tłumaczyłem, że skóra za­wiera pigment, który chroni ją przed promieniami słońca. Komórki produkujące ten pigment, znany jako melanina, to melanocyty, któ­re stanowią około trzech procent komórek naskórka. Każdy melanocyt dostarcza melaninę do około trzydziestu sześciu komórek skór­nych. Liczba aktywnych melanocytów zmniejsza się szacunkowo od dziesięciu do dwudziestu procent na dekadę dorosłego życia. Po­zostające melanocyty próbują zrekompensować braki i dlatego w pewnych miejscach mamy do czynienia z nadmiernym wytwarza­niem pigmentu, podczas gdy gdzie indziej jest go mniej lub nie ma w ogóle. Jest to przyczyną powstawania starczych plam oraz poja­wiania się na skórze ciemniejszych i jaśniejszych odcieni barwnika.

Walka z infekcjami. Z wiekiem również spada liczba komórek Langerhansa również spada. Te komórki naskórka odgrywają główną rolę w reakcjach immunologicznych skóry. Ich zadaniem jest wypatrzenie obcych substancji czy mikroorganizmów i oznaczenie ich przed ata­kiem. Według niektórych oszacowań w późnym dorosłym życiu tracimy nawet do połowy skórnych zasobów komórek Langerhansa, co może tłumaczyć, dlaczego skóra w starszym wieku jest bardziej podatna na zakażenia i raka skóry.

Zakotwiczenie skóry. Zmiany związane z wiekiem występują też w miejscu, gdzie naskórek styka się ze skórą właściwą. Maleńkie wy­pustki tkanki ze skóry właściwej do naskórka utrzymują obie części ra­zem jak złącza między blatem a stołem. Z czasem i one wiotczeją. Dwie warstwy skóry nie są w stanie dłużej dzielić się substancjami pokarmo­wymi oraz cząsteczkami utrzymującymi wilgoć w tak naturalny sposób, jak kiedyś. Nie są one również tak ściśle złączone, jak wówczas, gdy skóra była młodsza; nawet drobny uraz może je rozdzielić. To dlatego skóra starszych ludzi znacznie łatwiej się łuszczy niż u młodych.

Naczynia krwionośne. Z biegiem lat naczynia krwionośne dopro­wadzające do skóry składniki odżywcze i wilgotność osłabiają się i zmieniają swą strukturę. Uszkodzenia spowodowane przez słońce po­garszają jeszcze zmiany w naczyniach krwionośnych. Na przykład, jak wykazały doświadczenia, światło słoneczne sprawia, że ścianki naczyń krwionośnych stają się coraz grubsze. Wreszcie, w miarę rozszerzania, stają się widoczne. Wyglądają jak małe czerwone niteczki tuż pod po­wierzchnią skóry.

Cząsteczki utrzymujące wodę. Matryca włókien proteinowych (zobacz Kolagen i elastyna) w skórze właściwej jest osadzona w żelopodobnej substancji zwanej matriksem skóry albo substancją podstawną. Gdyby skóra właściwa była ścianą wzniesioną techniką szachulcową, wówczas włókna kolagenu i elastyny spełniałby zadanie słomy, międzykomórkowa substancja podstawna zaś gliny, która utrzymuje całość razem. W glinie tej znajdują się rozmaite cząsteczki utrzymują­ce wilgoć – cukry złożone i białka zwane glikozaminoglikanami (GAG). Różne lubiące wilgoć cząsteczki, które składają się na glikozaminoglikany, nawilżają wszystko, co je otacza, a wilgotność ta jest ko­nieczna do funkcjonowania skóry. Na przykład, wilgotność w skórze właściwej i naskórku wpływa na zachowanie sprężystości przez kola­gen i elastynę. Z czasem dochodzi do niewielkiego naturalnego umniejszenia ilości substancji podstawnej w skórze, która zwiększa się w przypadku wzmożonego wystawiania się na słońce.

Kolagen i elastyna. Większość z widocznych oznak starzenia za­czyna się od twardej włóknistej skóry właściwej. Siatka składa się głównie z wiązek cienkich, białych włókien kolagenowych, przeplata­nych falistymi, rozgałęziającymi się, gumowatymi włóknami elastyny. Kolagen i elastyna tworzą infrastrukturę skóry, dając jej siłę i spręży­stość. Z biegiem czasu spada liczba fibroblastów odpowiedzialnych za powstawanie kolagenu i elastyny; spowalnia się także proces naprawy skóry. Na fibroblasty wpływa również pogarszanie się kondycji sub­stancji podstawnej, która jest źródłem materiałów budulcowych, takich jak aminokwasy.

Warto przypomnieć, że doświadczenia badającego zagadnienia ge­riatryczne Leonarda Hayflicka przeprowadzone we wczesnych latach sześćdziesiątych na fibroblastach pochodzących ze skóry płodów, do­prowadziły do jednej z powszechnie akceptowanych teorii wyjaśniają­cych, dlaczego się starzejemy. Hayflick odkrył, że komórki dzielą się przewidywalną i skończoną liczbę razy. Kiedy przestają, zaczynamy się starzeć.

Podstawowe materiały budulcowe skóry właściwej – kolagen, ela­stynę i substancję podstawną – można również znaleźć w innych par­tiach ciała, na przykład w tkance łącznej wiązadeł i ścięgien. Później, kiedy dowiemy się jak stymulować zdrowie skóry poprzez jej we­wnętrzną pielęgnację, zobaczymy, jak korzystają na tym także inne części ciała.

Rzut oka w głąb skóry

Aby zrozumieć, na czym polega dobra pielęgnacja skóry, warto mieć pojęcie o podstawowych kwestiach dotyczących budowy skóry oraz jak wygląda ona pod mikroskopem. Wiedza ta przyda się również póź­niej podczas zaznajamiania się z moim programem, kiedy będę wyja­śniał, jak zastosowanie mojego zalecenia wpływa na poszczególne warstwy skóry, wzmagając ich odnowę, odmłodzenie czy ochronę. Ła­twiej będzie także zrozumieć, dlaczego podejście, które stosuję, jest za­równo wewnętrzne, jak i zewnętrzne.

Na ilustracji obok widać, że skóra składa się z kilku warstw, a każ­da warstwa ma kilka podwarstw. Na samym spodzie znajduje się tkan­ka podskórna, czyli izolacyjny pokład tłuszczu.

Następna jest skóra właściwa, stanowiąc około dziewięćdziesięciu procent skóry. Zawiera większość wspomagającego kolagenu oraz roz­ciągliwej elastyny, które wpływają na strukturę skóry. Tutaj też znajdu­ją się fibroblasty, masowo produkujące kolagen i elastynę, w celu uzu­pełnienia włókien. Skóra właściwa składa się w sześćdziesięciu procentach z wody oraz z żelopodobnej mieszanki różnorodnych od­żywczych i utrzymujących wilgotność cząsteczek.

Nad skórą właściwą znajdziemy naskórek. Komórki skórne w spodniej, podstawnej, warstwie naskórka podlegają podziałom i przez mniej więcej miesiąc nowa komórka-córka pnie się do góry, wypychając starą komórkę przed sobą. Podczas tej wędrówki przez naskórek, nowe komórki mają czas, żeby dojrzeć i rozwinąć więcej białek czy keratyny. Niektóre z lipidów, czyli tłuszczy, znajdujących się w komórkach zostają uwolnione w przestrzeń pomiędzy komórka­mi, co pomaga komórkom zachować puszystość i wilgotność. Następ­nie, blisko powierzchni, komórki te, zwane teraz keratynocytami, za­czynają obumierać. Na samej górze znajduje się około dwudziestu pięciu warstw martwych komórek skórnych. Jest to ta część naskórka, którą widać. Zwie się ona warstwą rogową naskórka (stratum corneum). Ostatecznie, martwe komórki zostają zrzucone i zastąpione przez nowe.

Prawdopodobnie czytelnicy zetknęli się z procesem opisywanym ja­ko „odnowa komórek”. Zachodzi on w naskórku nieprzerwanie, jednak tempo, w jakim przebiega, stopniowo zwalnia od trzydziestu do pięć­dziesięciu procent do czasu, gdy osiągamy wiek osiemdziesięciu lat.

Gładka jak pupcia niemowlęcia, a potem…

W przeciwieństwie do innych narządów, skórę – a przynajmniej jej po­wierzchnię – widać. Wystarczy rzut oka, żeby ocenić jej kolor – czy jest szorstka, i od razu wiadomo, czy jest zdrowa, czy nie. Można tak­że z powodzeniem określić jej wiek.

Wszyscy przychodzimy na świat z takim samym wyposażeniem pod względem struktur i komórek. Niemal nie sposób się oprzeć nawilżo­nej, gładkiej skórce pokrywającej różowiutkie, pulchne policzki nie­mowlaka. Ma się ochotę wyciągnąć rękę i delektować tą rozkoszną po­wierzchnią. Chociaż późniejsze wyczyny nastolatków mogą ją nieco oszpecić, skóra działa i wygląda zdrowo i mocno aż do wieku około dwudziestu pięciu lat. Jednak od tego momentu, przez około sześciu dziesięcioleci, skóra doświadcza zauważalnego pogorszenia.

Skóra osoby starszej wiotczeje i rozciąga się, podczas gdy pod­trzymujące zabezpieczenie tłuszczowe, kości i inne tkanki pod jej powierzchnią stopniowo się kurczą. Jak tapeta, która jest większa niż ściana pod nią przeznaczona, tak i skóra drapuje się i marszczy w najmniej odpowiednich miejscach. Oddziela się od znajdujących się pod nią tkanek i mięśni twarzy, zwisając luźno na czole, kościach policzkowych czy podbródku. Kolor matowieje, a nawet przybiera żółtawy odcień. Ciemne plamki i wybroczyny zakłócają powierzch­nię, wskazując na to, że część komórek odpowiedzialnych za wytwa­rzanie pigmentu już się zużyła, a pozostałe starają się zrekompenso­wać tę stratę. Smutne, ale prawdziwe – to nie jest skóra, którą chciałoby się dotknąć.

Jednak nie każdy człowiek w słusznym wieku prezentuje się w ten sposób. Pomyślmy o kimś starszym, którego skóra jest wciąż urocza. Może ubyło trochę tłuszczu i jest kilka luźnych fałd, ale odcień skóry jest równy, a cera jasna. Jest kilka powodów tych różnic, które może­my obserwować u starszych osób.

Częściowo to sprawa genów. Ów odziedziczony po rodzicach zapis ma ogromny wpływ na tempo starzenia się i zachowywania wszelkich narządów, nie wyłączając skóry. Nawet reakcja na czynniki środowi­skowe jest po części odbiciem owego genetycznego zaprogramowania.

Pomyślmy o własnym ojcu, babci czy starszej siostrze. Czy babcia ma śliczną gładką skórę, czy też jest ona usiana starczymi plamami na tle głębokich bruzd? Jak skóra rodziców i dziadków reaguje na słońce? Jeśli się przed nim zabezpieczali, to czy ich skóra jest nadal gładka, a cera błyszcząca? Jeśli tego nie robili i spędzali dużo czasu na po­wietrzu, to czy mają grubą, głęboko pobrużdżoną skórę, czy też jest ona raczej wolna od zmarszczek i przebarwień? Czy w rodzinie były przypadki raka skóry? Kiedy przywołujemy historie rodzinne i ogląda­my stare fotografie migają nam przed oczami obrazy, które uprzedzają wiele naszych własnych zauważalnych oznak starzenia – tych, którym chciałoby się od razu zapobiegać.

Oddając genetyce to, co jej się należy, jestem zdania, że najważniej­szy wpływ na naszą skórę i jej problemy z czasem ma to, jak dobrze ją pielęgnujemy – od wewnątrz i na zewnątrz. Dziedzictwo genetyczne może być punktem wyjścia, ale można łagodzić zagrożenia, jakie nio­są ze sobą geny, które dostaliśmy w spadku. Żeby nie być gołosłowny – osoba, u której w rodzinie występują choroby serca, ma pełne szanse przezwyciężenia owego zagrożenia i zmniejszenia niebezpieczeństwa wystąpienia ataku serca u siebie, utrzymując stosowną wagę ciała, ob­niżając poziom złego cholesterolu we krwi, zdrowo się odżywiając po­karmem bogatym w błonnik i gimnastykując regularnie. To samo moż­na zrobić dla skóry.

Skóra 101

Przychodzimy na świat ze zdrowymi i mocnymi komórkami skóry, które regularnie się dzielą i przylegają ściśle jedna do drugiej, pokry­wając całe nasze ciało. Jednak skóra to nie tylko płaszcz ochronny. Jest funkcjonującym narządem i, podobnie jak płuca, wątroba czy mózg, ma swoje zadania do wykonania. Reguluje temperaturę organizmu. Przekazuje wrażenia, pozwalając na odczuwanie powiewu chłodnego wietrzyku i zabezpieczające przed poparzeniem odsunięcie się od go­rącej kuchenki.

Skóra jest poza tym ważnym obrońcą. Wytwarza pigmenty chronią­ce wrażliwy materiał genetyczny przed promieniami. Niektóre z jej komórek podobne są do żołnierzy, którzy strzegą przed najeźdźcami i w razie potrzeby, zawiadamiają inne komórki o konieczności wysła­nia ochronnych białek lub ostrzegają system odpornościowy organi­zmu. Później powiemy więcej na temat tej reakcji zapalnej, ponieważ ona również przyczynia się do zmian na skórze, które nazywamy „sta­rzeniem się”.

Skóra ma zatem do wykonania wiele prac, z których jedną jest tak­że utrzymywanie siebie w dobrym stanie. Gruczoły łojowe wydzielają łój skórny (sebum), dzięki któremu skóra zachowuje nawilżenie, a we­wnętrzny system nawadniania utrzymuje poziom wilgotności w rów­nowadze. Skóra także nieustannie się naprawia i odnawia, tak że nie da się jej znosić czy zniszczyć. Utrzymuje cyrkulację naturalnych przeciwutleniaczy w celu rozprawienia się z wolnymi rodnikami i rozkłada substancje odżywcze na podstawowe cząsteczki, dzięki czemu każda komórka dostaje to, czego najbardziej potrzebuje.

Skóra jest naszym największym narządem, stanowiąc około szes­nastu procent całej masy ciała. Każdy cal kwadratowy skóry na twa­rzy mieści około sześćdziesięciu pięciu włosów, stu gruczołów tłuszczowych, sześciuset pięćdziesięciu gruczołów potowych, sie­demdziesięciu metrów nerwów oraz siedemnastu metrów naczyń krwionośnych.

Napomknąłem wcześniej, że skóra jest rodzajem fabryki. Podobnie jak fabryka samochodów wykorzystuje takie surowce, jak stal, guma czy plastik do wyprodukowania pojazdu, tak i skóra potrzebuje stałych dostaw cukru, wody i białek, żeby wytwarzać komórki i substancje utrzymujące je razem.

Żeby fabryka mogła wyrabiać określone dobra, niezbędne jest wy­posażenie jej w maszyny, których pracę podtrzymują dostawy elek­tryczności i paliwa. Skórze też potrzeba paliwa. Korzysta z tłuszczów i aminokwasów, żeby utrzymywać metabolizm, a dzięki witaminie B i pierwiastkom śladowym dba o swoje struktury. Nie może się też obyć bez przeciwutleniaczy, które zapobiegają czemuś w rodzaju biologicz­nego rdzewienia owych struktur.

Jestem głęboko przekonany, że aby ta fabryka mogła wydajnie i nieprzerwanie pracować, zachowując swoje struktury fizyczne w odpowiednim stanie, potrzebny jest jej stały dopływ surowców. A ponieważ z wiekiem fabryka staje się coraz mniej sprawna, więc w miarę upływu czasu trzeba dbać o jej zasilanie z coraz większą pie­czołowitością.