Jak wypracowałem mój program

Punkty zwrotne w nauce rzadko następują nagle i odkrycia w dziedzi­nie pielęgnacji skóry nie są wyjątkiem. Postępy te pojawiają się jako rezultat powolnego odkrywania kolejnych elementów układanki sta­rzejącej się skóry i składania ich razem. Nowa teoria musi być spraw­dzona w laboratorium i wypróbowana przez ochotników. Badacze mu­szą wówczas udowodnić, że wyniki są spójne i powtarzalne oraz że składniki czy produkty wspomagające pielęgnację skóry są bezpieczne dla większości ludzi.

Tak drobiazgowy proces nie jest wykonywany przez jedną osobę w jednym laboratorium, ale przez naukowców na całym świecie. Spo­tykamy się i dzielimy rezultatami naszych wysiłków, a także często analizujemy wzajemnie swoje prace. Publikujemy wyniki przeprowa­dzanych testów i omawiamy je na konferencjach naukowych. Odkry­cie poczynione przez naukowca w Berlinie może być brakującym frag­mentem w układance, poszukiwanym przez lekarza z Los Angeles. W taki sposób działa nauka.

Piszę o tym, ponieważ uważam, że ważne jest, aby docenić lata stu­diów, wykonywania doświadczeń, przeprowadzania testów przez in­nych i przeze mnie, które złożyły się na prezentowany tutaj program. Rozwój mojej całościowej pielęgnacji skóry odzwierciedla nowator­stwo kilku istotnych osiągnięć w zakresie fizjologii skóry, dietetyki i psychologii. Przykładem może być dość niedawna świadomość, że stres bezpośrednio odbija się na skórze. Przez lata praktyki lekarskiej widziałem wpływ stresu i spustoszenie, jakie po sobie pozostawia. Wi­działem również, jak kondycja skóry niektórych ludzi ulegała popra­wie, gdy łączyli zapisaną przeze mnie kurację z odrobiną uczuciowej troski o samych siebie.

Nie dalej jak w zeszłym roku naukowcy z uniwersytetu w Dreźnie dokonali ważnego odkrycia, które być może okaże się pomocne w wy­jaśnianiu tego, co obserwują inni dermatolodzy, także i ja. Niemieccy badacze odkryli mianowicie, że pewien hormon związany ze stresem pasuje jak klucz do dziurki receptora w skórze i wywołuje niszczące stany zapalne z gatunku odpowiedzialnych za powstawanie zmarsz­czek i utratę włosów. Odnaleziono kolejny fragment układanki, łączą­cy stres i funkcjonowanie skóry.

Opracowywanie programu pielęgnacji skóry rozpocząłem w 1972 roku, kiedy to kończyłem staż na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. W tamtych czasach, podobnie jak większość dermatologów, wierzyłem, że moja praca polega na leczeniu chorób skóry. Niemniej, wkrótce po tym, jak rozpocząłem prywatną praktykę, stało się dla mnie jasne, że wielu spośród moich pacjentów narzeka na problemy uważa­ne przez medycznych zawodowców za „kosmetyczne”. Mężczyźni i kobiety skarżyli się nie tylko na łuszczycę, ale i na zmarszczki. Ow­szem, przychodzili do mnie z powodu trądziku, jednak czerniaki czy przebarwienia, tworzące czarne plamy na ich karnacji, również ich martwiły. Zamiast ignorować te „kosmetyczne” problemy, sprawiające moim pacjentom tyle smutku, poświęciłem im wiele uwagi. Był to, jak na owe czasy, wielki przełom w medycynie.

W 1984 roku byłem jednym z pierwszych dermatologów, którzy prowadzili praktykę wspólnie z kosmetyczką. Dzieliłem się z nią wie­dzą na temat funkcjonowania zdrowej skóry oraz jej potrzeb, a ona od­wdzięczała się zdobywanym przez lata doświadczeniem w zakresie głębokiego oczyszczania, nawilżania oraz masowania skóry. Zacząłem sobie uświadamiać, że dotyk i pielęgnacja, które oferują ręce dobrej kosmetyczki, uwalniają od stresu i pomagają odzyskać dobre samopo­czucie. Zauważyłem, że troska o siebie samego jest również uzdrawia­jącym lekarstwem.

W 1987 roku otworzyłem centrum odnowy biologicznej i pielęgna­cji skóry A Sense of Self w Brentwood, dzielnicy Los Angeles. Było to jedno z pierwszych dziennych centrów łączących zdrowie i urodę w coś, co nazwałem Optymalną Troską o Zdrowie. Medycznie ukierun­kowana pielęgnacja skóry została wzbogacona o możliwość konsulta­cji z dietetykiem czy instruktorem fitness oraz o fachowy zabieg kos­metyczny wykonany przez wykwalifikowaną kosmetyczkę.

Zanim zostałem lekarzem, byłem aptekarzem, a w latach siedem­dziesiątych ubiegłego wieku zacząłem współpracować z chemikiem kosmetycznym nad projektowaniem unikatowych kuracji i produktów zaspokajających indywidualne potrzeby moich pacjentów. W roku 1990 udostępniłem na użytek publiczny wszechobecne dzisiaj kwasy alfa-hydroksylowe AHA. Przyśpieszają one naturalne procesy wymia­ny skóry. Dzięki usuwaniu martwych, suchych komórek z powierzch­ni skóry, produkty nawilżające stają się łatwiej przyswajane przez skó­rę, która natychmiast staje się gładsza. Kwasy owocowe pozostają waż­ną częścią mojego programu dla większości typów skóry i będzie jesz­cze o nich mowa w tym blogu.

Początkowo opracowane przez mnie receptury, były dostępne tylko dla pacjentów znajdujących się pod moją opieką. Później moje do­świadczenie w stosowaniu kwasów AHA u tysięcy pacjentów i klien­tów gabinetu odnowy biologicznej oraz obserwowanie, w jaki sposób złuszczanie poprawia stan skóry, przekonało mnie do opracowania linii produktów opartych na kwasach alfa-hydroksylowych. W 1990 roku wprowadziłem AHA do przemysłu profesjonalnej pielęgnacji skóry produktami domowej pielęgnacji, które obecnie są wykorzystywane w standardowych zabiegach. Dzięki kwasom alfa-hydroksylowym za­biegi kosmetyczne twarzy wywołujące dobre samopoczucie stały się kuracjami z prawdziwego zdarzenia.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.